Uwaga na żmije!

środa, 29 czerwiec 2016 21:23

W Tatrach występują zaledwie cztery gatunki gadów, na Podhalu sześć. Wśród nich znajduje się żmija zygzakowata. Czy należy obawiać się spotkania z jejmością?

Żmije w Tatrach

Żmija zygzakowata (Vipera Verus) jest gatunkiem jadowitego węża, z rodziny żmijowatych. Występuje dosyć powszechnie nie tylko w Tatrach, ale i na obszarze całej Polski i w innych rejonach europejskich. Charakterystyczne są przede wszystkim żmije jasne (szare lub rudobrązowe, z ciemniejszym od koloru ciała zygzakiem – wstęgą kainową – wzdłuż grzbietu) oraz czarne.

Długość ciała najczęściej osiąga 60-70 cm. Głowa żmii jest sercowatego kształtu, w wyraźny sposób oddzielona od tułowia przewężeniem. Również odcinek ogonowy jest wyodrębniony, krótki. Stronę brzuszną ciała tego gada, stanowi rząd poprzecznych tarczek. Strona grzbietowa pokryta jest łuskami. Żmija zygzakowata odżywia się małymi ssakami owadożernymi (ryjówki, krety), gryzoniami (myszowate, nornikowate). W skład menu wchodzą również żaby, jaszczurki, pisklęta ptaków oraz owady.

Żmija zygzakowata jest jajożyworodna. Okres rozrodczy przypada na miesiące kwiecień i maj. To właśnie wtedy poszczególne osobniki są najbardziej agresywne. Młode od samego początku są samodzielne. Węże te prowadzą dzienny tryb życia. Najchętniej wylegują się pod kamieniami, krzewami między korzeniami drzew, czy na nasłonecznionych ostańcach skalnych i  na polanach. W Tatrach występują do wysokości 1650 m n.p.m., ale w poszukiwaniu pokarmu wędrują nawet wyżej, do około 2000 m.

Węże te najczęściej uciekają przed napastnikiem, do ataków dochodzi najczęściej poza szlakiem, kiedy żmija poczuje się zagrożona i osaczona. Na początku żmija przeważnie stara się umknąć. Atakuje, kiedy nie ma takiej możliwości lub jest zaskoczona. Zwija się wtedy spiralnie, w przedniej części „esowato”. Następnie unosi głowę i stara się odstraszyć napastnika, czasem syczy. Napotkaną żmiję należy spróbować obejść, bezpieczna odległość wynosi ponad 1 m. Jeszcze lepszym wyjściem jest wycofanie się. Atakując na odległość 30-40 cm, żmija błyskawicznie rozprostowuje przednią część ciała z otwartym pyskiem i gotowymi do ukąszenia zębami jadowymi. Po ataku szybko cofa głowę.

Na tatrzańskich szlakach stosunkowo rzadko dochodzi do przypadków ukąszenia człowieka przed żmiję zygzakowatą (kilka razy w sezonie). Biorąc jednak pod uwagę, że wszystko się może zdarzyć, warto posiadać wiedzę na temat postępowania w takim wypadku. Przede wszystkim, oczywiście, należy zachować spokój. Ukąszenie tego węża rzadko bywa śmiertelne w przypadku dorosłego człowieka, w ok. 20 % nie dochodzi nawet do wstrzyknięcia jadu. Każde ukąszenie wymaga jednak jak najszybszej interwencji lekarza. Jad żmii zygzakowatej oddziałuje na układ nerwowy, powoduje martwicę tkanek, zmniejsza krzepliwość krwi, prowadzi do zmian rytmu pracy serca. Po ukąszeniu na skórze poszkodowanego pozostają dwie charakterystyczne ranki, z których często wycieka krew. Sytuacja staje się bardziej niebezpieczna, kiedy ofiarą tego gada jest dziecko, osoba starsza lub chora.

Bez względu na wiek poszkodowanego, należy bezzwłocznie zawiadomić o zdarzeniu TOPR, ponieważ surowica powinna być podana nieszczęśnikowi najpóźniej do 2-3 godz. od ukąszenia. Uwaga! Nie należy stosować metod, które preferują bohaterowie westernów: nie wysysamy trucizny, nie przypalamy rany, nie obcinamy jej. Ukąszoną częścią ciała należy jak najmniej poruszać, ustawić w takiej pozycji, by znajdowała się poniżej serca. Jeżeli pomoc długo nie przybywa, uspokajamy poszkodowanego, możemy założyć opaskę uciskową powyżej miejsca ukąszenia – nie może ona jednak utrudniać krążenia krwi.

Żmija zygzakowata jest gatunkiem podlegającym prawnej ochronie środowiskowej. Ponieważ przeważnie jest płocha, teoretycznie nie stanowi dużego zagrożenia dla turystów. Ze względu na swoją złą sławę jadowitej napastniczki, zdarza się, że jest zabijana przez spotykających ją ludzi. Należy pamiętać, że najlepszą receptą na uniknięcie ukąszenia żmii jest nie zbaczanie ze szlaku i zwykła ostrożność.

Małgorzata Tomik

Fot. www.photo.bikestats.eu

Oceń ten artykuł
4.40
21

1 komentarz

  • iga środa, 25 luty 2015 22:49 napisane przez iga

    A mi się zdarzyło, w zeszłym roku w górach, że żmija wypełzła mi pod nogi z trawy, gdy szłam, jakoś odruchowo zastygłam w miejscu w nogą uniesioną w górze i żmija przeszła pod nogą przez ścieżkę. Dopiero w domu porównałam na zdjęciu jak wygląda żmija i się zgadzało. Więc polecam zdać się na instynkt przy spotkaniach :)

Zaloguj się, by skomentować