Historia zuchwałych niedźwiedzi

poniedziałek, 09 listopad 2015 23:34

Przez ostatnie dwa tygodnie na zakopiańskich ulicach buszowała prawdziwa gwiazda w otoczeniu swojej sfory. Pewna tatrzańska niedźwiedzica postanowiła zbliżyć się do ludzi. I co z tym zrobić?

Równoległość bytu

Jesień dla niedźwiedzi żyjących w Tatrach to pora szczególnych przygotowań. Nadchodzi zima. Zanim zwierzęta zapadną w sezonowy sen, muszą się najeść. Muszą. Od tego zależy przetrwanie gatunku, które jest priorytetem absolutnym każdego żywego stworzenia. Niedźwiedziom, o ile śnieg nie okryje Tatr bardzo wcześnie, o pokarm nie jest trudno. Zazwyczaj, ponieważ te ogromne drapieżniki sprawnie poruszają się nawet w trudnym terenie górskim, docierają do ofiary/pokarmu bez większych problemów. Z biegiem lat sprawy się jednak skomplikowały, bo areału Tatr niedźwiedzie nie mają wyłącznie w swoim panowaniu (jako drapieżnik na górze łańcucha pokarmowego), ale siłą rzeczy współdzielą go z człowiekiem.

Dawniej bano się nawet wymówić słowo „niedźwiedź”. Nazywano go z szacunkiem podszytym strachem: „On”. Między góralami krążyły legendy, że jeżeli ktoś nie wrócił z gór, to niekoniecznie zdarzył mu się wypadek czy zabłądzenie. Mówiono że to „On” porwał człowieka odbierając swój haracz za zuchwałe wycieczki na teren, który do człowieka nie należy. Dziś sprawa wygląda zupełnie inaczej. Niedźwiedź, który pojawi się na szlaku w momencie natężonego ruchu turystycznego staje się atrakcją, maskotką, „misiem”, swoją drogą obfotografowanym w każdej pozie, z każdej możliwej strony. Między człowiekiem a niedźwiedziem zanika granica dystansu, która dla zdrowia i ludzi, i niedźwiedzi istnieć MUSI.

Była sobie Magda

Dzikie zwierzę nie szuka kontaktu z ludźmi, wręcz go unika. Gdyby w Tatrzańskim Parku Narodowym utrzymał się ten stan rzeczy, problemu by nie było. Od czasu do czasu zdarza się jednak, że niedźwiedź przyzwyczajony do benefitów, jakie dostarcza bliskość ludzi, przestaje się bać człowieka. Zbliżając się do areałów ludzkich w celu łatwego zdobycia pożywienia zatraca granicę, którą narzuca matka natura. A to nie prowadzi do niczego dobrego. Stwarza niebezpieczeństwo zarówno dla ludzi jak i samego zwierzęcia. Przekonała się o tym na własnej skórze tatrzańska niedźwiedzica nazwana Magdą. Przez długi czas wraz ze swoim potomstwem nawiedzała Roztokę i Schronisko nad Morskim Okiem, w poszukiwaniu łatwego łupu robiąc się coraz bardziej natarczywa. W roku 1991 dyrekcja parku doszła do wniosku, że niedźwiedzie stały się zbyt groźne. Zapadła decyzja, że trzeba je odłowić. Magdę wraz z jej trojgiem dzieci wywieziono do zoo we Wrocławiu. Po długim życiu na wolności zamknięta przestrzeń okazała się tragedią dla niedźwiedzicy. Nie potrafiła żyć w niewoli. Pewnego dnia, w obecności ekipy telewizyjnej programu "Z kamerą wśród zwierząt", przesadziła fosę, co przez poprzednie 30 lat nie udało się żadnemu niedźwiedziowi. Trafiona pociskiem usypiającym, już się nie obudziła. Sekcja zwłok wykazała, że miała poważną wadę serca. Być może dlatego, wiedząc, że samodzielne zdobywanie pożywienia może być dla niej zbyt męczące, nawiązała kontakt z człowiekiem. Jej syn Mago wyrósł na agresywnego niedźwiedzia. Został zamknięty w betonowym bunkrze, w którym spędził dziesięć lat.

Kuba Kondracki

Nie tylko Magda stała się ikoną tragicznego finału spoufalania się niedźwiedzi z człowiekiem. Słynnym przykładem jest również niedźwiedź nazwany Kubą Kondrackim, który jeszcze przed Magdą stał się stałym "klientem" bufetów, początkowo na Polanie Strążyskiej, a potem na Hali Kondratowej, przy dolnej stacji kolejki krzesełkowej w Kotle Goryczkowym i na Myślenickich Turniach. Niedźwiedź rozsmakował się w ludzkim jedzeniu tak bardzo, że nie zapadł w sen zimowy. Taka kolej rzeczy zakończyła się dla niego tragicznie. W zimie, gdy nie ma jak zdobyć pożywienia, Kuba zaczął być bardzo natarczywy względem ludzi. Podczas jednej z prób zdobycia człowieczego jedzenia zapędził turystów na drzewo. Z odsieczą przybył parkowy strażnik Marian Weron, który w obliczu niedźwiedzia nieco spanikował i postrzelił go ze służbowego pistoletu. Trafiony "na miękkie" Kuba poszedł w las i zdechł prawdopodobnie dopiero po kilku dniach.

Koniec smutnych historii

Obecnie w Tatrach żyje ponad 40 niedźwiedzi. Większość z nich stroni od ludzi. Przykład niedźwiedzicy która ostatnio zuchwale schodzi do Zakopanego przypomina jednak, że wyjątki od reguły wciąż się zdarzają. Czy zwierzę już jest niebezpieczne? Najpewniej nie. Pracownicy TPN przykładają wszelkich starań żeby przywołać u niedźwiedzicy i jej młodych naturalny instynkt braku zaufania do ludzi. Rozpoczęli akcję odstraszania niedźwiedzicy, w której pomógł nowoczesny sprzęt, obroża telemetryczna i GPS, umożliwiający sprawne lokalizowanie drapieżnika. Działania podjęte przez przyrodników okazały się skuteczne – niedźwiedzica z każdym dniem skracała czas pobytu w mieście i zwiększała dystans w stosunku do ludzi i samochodów, aż w końcu wycofała się z powrotem na teren Parku. Mamy nadzieję, że zwierzę nie będzie wracało w ludzkie tereny. Wszak nie chcemy więcej smutnych historii niedźwiedzi więzionych czy niestety, dla dobra ludzi zabijanych.

Małgorzata Tomik

Fot. Przemysław Piegza

Oceń ten artykuł
5.00
5
Zaloguj się, by skomentować