Test kijów Kohla Tirol Adventure Tour

piątek, 15 lipiec 2016 21:51

W drugi weekend lipca ekipa portalu udała się w góry, aby przetestować m.in. kije trekkingowe Kohla Tirol Adventure Tour, które otrzymaliśmy dzięki uprzejmości dystrybutora, firmy Raven. Wybór padł na dwa dni w słowackich Tatrach Zachodnich.

Model ten pochodzi z górnej półki cenowej, więc od razu założyliśmy, że będziemy oceniać go surowo. Niemniej jednak pierwszy pozytyw pojawił się po otwarciu paczki z kijami. Okazało się, że Adventure Tour posiadają system zatrzaskowy, co większość redakcji, na czele ze mną, wyznaczonym do testowania, zdecydowanie ucieszyło. Jakoś nie darzę sympatią tradycyjnego systemu zakręcanego. W przypadku kijów zatrzaskowych zachodzi jednak ryzyko, że nie wytrzymają one nacisku i przy silniejszym wbiciu ich w podłoże, mogą po prostu się złożyć. Mając na koncie nieprzyjemne tego typu doświadczenia, postanowiłem zwrócić na to szczególną uwagę. Jak będzie w przypadku modelu firmy Kohla Tirol? No cóż, trzeba było wybrać się w góry i osobiście się przekonać.

Kije bardzo przyjemnie przytroczyły się do mojego 38-litrowego plecaka i podróż w Tatry bezpiecznie spędziły w bagażniku. Po wysiadce w zasadzie w dwóch ruchach udało mi się je rozłożyć i dostosować potrzebną wysokość. Kije są dobrze oznakowane, a mechanizm bardzo sprawny, dzięki czemu rozkładanie i składanie zajmuje maksymalnie kilkanaście sekund. Bardzo fajną rzeczą są literki „R” i „L” na paskach przy uchwycie, dzięki czemu wiemy, który kij jest lewy, który zaś prawy. Nie wszędzie się to spotyka, a ja jakoś lepiej się czuję z tym, że na pewno trzymam je prawidłowo.

Jeśli chodzi o uchwyt, to warto się przy nim dłużej zatrzymać. Większość modeli, z którymi do tej pory miałem do czynienia, posiadała charakterystyczne żłobienia na palce, które w założeniu miały zapewniać wygodę i pewność chwytu. Kije Adventure Tour pozbawione są owych żłobień, a sam uchwyt jest wyprofilowany na nieco owalny kształt. Mimo to przez całe dwa dni kije trzymały się w ręce pewnie, nie ślizgały się nawet w spoconej dłoni. Dodatkowo do uchwytu bardzo szybko się przyzwyczaiłem, w związku z czym to rozwiązanie zaliczam na plus.

Jeśli chodzi o wagę, to wystarczy powiedzieć, że jest ok. Kije są bardzo lekkie, natomiast na szerokim rynku tego typu sprzętu w ostatnich latach nie jest to żadna nowość.

Przez dwa dni przetestowałem kije na asfalcie, na szerokiej drodze gruntowej, na wąskich ścieżkach i w terenie skalno-trawiastym. Pogoda nie pozwoliła na wejście w teren czysto skalny, ale niewielka to strata, ponieważ na eksponowanych odcinkach, na których używa się rąk, kije zazwyczaj mocuje się do plecaka, a to zostało przetestowane. W pozostałych przypadkach kije sprawiały się bardzo dobrze, dobrze amortyzując ruchy. Ani razu nie zdarzyło się, żeby kije złożyły się samoczynnie choćby o centymetr, czego obawiałem się na początku.

W zestawie mamy do dyspozycji 2 końcówki standardowe oraz końcówkę zimową. Kije trochę kosztują, ale jeśli komuś zależy na wygodzie i wysokiej jakości, zdecydowanie warto je zakupić. Szczerze polecam!

Krzysztof Barcik

Fot. polarsport.pl

Oceń ten artykuł
0.00
0
Zaloguj się, by skomentować