Muzyka z gór, cz. III

poniedziałek, 04 listopad 2013 11:22

Kończąc powoli rozważania nad śmiercią, które zawsze stają się nam bliższe na początku listopada, w cyklu „Muzyka z gór” przedstawiamy wam utwór zespołu Harlem „Kiedy góral umiera”.

 

Kiedy góral umiera, to góry z żalu sine
pochylają nad nim głowy jak nad swoim synem.
Las w oddali szumi mu odwieczną pieśń bukową,
a on długo sposobi się przed najdalszą drogą.

Kiedy góral umiera, to nikt nie układa baśni.
Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka gaśnie.
Głowę jeszcze raz uniesie, do góry, do nieba,
by pożegnać góry swe, by im coś zaśpiewać.

Góry moje, wierchy moje, otwórzcie swe ramiona.
Niech na miękkim z mchu posłaniu cichuteńko skonam.
Ojcze mój, halny wietrze, powiej ku północy.
Ciepłą, drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy.

Kiedy góral umiera, to nikt nad nim nie płacze.
Siedzi, czeka, aż kostucha w okno zakołacze.
Ziemia twardą, szorstką ręką tuli go do siebie,
by na zawsze zostać mógł pod góralskim niebem.

Bym mógł w ziemię wrosnąć, strzelić potem
do słońca smreczyną
I na zawsze szumieć już
nad swoją dziedziną.


Krzysztof Barcik

Fot Flickr.com


Poprzednia część: Muzyka z gór, cz. II
Następna część: Muzyka z gór, cz. IV

Oceń ten artykuł
0.00
0
Zaloguj się, by skomentować