O tym jak Stanisław Barabasz rozkochał zakopiańczyków w nartach

sobota, 22 październik 2016 15:25

Kiedy Stanisław Barabasz powadził pierwsze próby narciarskie, mówiono mu, że to się w Tatrach nie przyjmie. Nie ma tu odpowiedniego śniegu, a narty są „wynalazkiem” bez zastosowania w tatrzańskich warunkach.

Kiedy mówimy o prekursorach tatrzańskiego narciarstwa na pierwsza myśl na ogół przychodzą znane nazwiska Mariusza Zaruskiego, Mieczysława Karłowicza, Józka Oppenheima… kto wie, że jednym z pierwszych, o ile nie pierwszym zakopiańskim narciarzem był jednak nie kto inny, a Stanisław Barabasz? Urodził się 7 maja 1857 r. w Bochni, jednak od 1901 r. mieszkał na stałe w Zakopanem, gdzie zmarł 23 października 1949 roku.

Kiedy nasz bohater zaczynał przygody z nartami, popularnie (w okolicach Jasła) nazywano je jeszcze „łyżwami” lub „latającymi deskami”. Ogólnie zaufanie do nowego wynalazku, nieznanego dotychczas na Podhalu było nikłe. Pierwsze narty na życzenie Barabasza wykonano w 1888 roku. Początkowo używał ich do polowań w okolicach dworu w Cieklinie koło Jasła. Pierwsze próby narciarskie nie należały do udanych, głównie ze względu na charakter sprzętu. Barabasz zapałał jednak żywą miłością do nart i nie poddawał się. W miejsca, gdzie spędzał kolejne lata życia nieustannie zabierał narty, które pokochał – i tak, w kolejnych latach nocą Barabasz jeździł w Krakowie na Błoniach, w okolicznych latach prowadził polowania… aż wreszcie dotarł do Zakopanego.

Początkowo pod Tatrami nie znaleźli się chętni na dzielenie pasji z Barabaszem. Nasz bohater stwierdził wtedy: „widocznie przyszedłem z nartami zbyt wcześnie” (S. Barabasz, Wspomnienia Narciarza, Zakopane 1914 r.). Podczas pewnego pobytu w Zakopanem znalazł jednak bratnią dusze, chętną spróbować białego szaleństwa.

Pierwsza (lub jedna z pierwszych) tatrzańska wyprawa Barabasza razem z Janem Fischerem miała miejsce w Wielki Piątek 22 marca 1894 roku. Razem dotarli do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Sam Barabasz (źródło: patrz wyżej) wspomina tamten dzień w taki sposób: „Czarny Staw przedstawiał nowy dla nas widok, bo go wcale nie było widać. Na jego miejscu leżała biała równina, na którą Kościelec rzucał potężny cień pokrywający ją do połowy... wycieczki odbywaliśmy nie dla zdobywania szczytów, lecz dla przyjemności jazdy na nartach, dla przepędzenia kilku godzin w górach na słońcu, we mgle, jak wypadło...Wyładowała się wtedy u nas radość życia, cieszyliśmy się wtedy i śmiali jak dzieci z naszych upadków i przypadków. Po każdej takiej wycieczce czuł się człowiek odmłodzony, nabrał nowej ochoty do życia i do nudnego nieraz zajęcia zawodowego”.

Po całym zajściu narciarze nasmarowali narty olejem z sardynek (!) i zjechali do Kuźnic. Wycieczka z 1894 roku na początku  nie znalazła naśladowców. Jak czytamy w książce Stanisława Ziemby (Śladami dwóch desek, Kraków 1955), dopiero kiedy Barabasz osiedlił się w Zakopanem na stałe, udało mu się pozyskać kilku turystów dla „białego sportu”. Byli to Celewicz, Góraś, Kuliński, Zdyb, a także Mieczysław Karłowicz. Barabasz chętnie uczył narciarstwa, pod jednym warunkiem, że wyuczony przez niego narciarz zdobędzie dla narciarstwa kolejną osobę.

Stanisław Barabasz niewątpliwie miał duży wpływ na początki rozwoju narciarstwa w Tatrach Polskich. Do jego dokonań w kwestiach organizacyjnych należało między innymi założenie (jako współzałożyciel) klubu ZON TT w 1907 r. (Zakopiańskiego Oddziału Narciarzy Towarzystwa Tatrzańskiego; pod kątem popularyzacji narciarstwa przysłużył się między innymi organizacją wycieczek narciarskich, nierzadko trudnych - później skrupulatnie je opisywał.

W dzisiejszych czasach historii Barabasza możemy „dotknąć” w Muzeum Tatrzańskim, gdzie znajduje się jedna z jego legendarnych nart (deska z 1888 roku). Na narcie widnieje podpis „Narty St. Barabasza zrobione w r. 1888 w jasielskiem według opisu na których odbył w r. 1894 wycieczkę do Czarnego Stawu”. Co do losów drugiej narty nie ma pewności. Niektórzy twierdzą, że spłonęła wraz ze schroniskiem na Hali Pysznej w Tatrach Zachodnich. To sentymentalne przekonanie nie ma jednak potwierdzenia w żadnych źródłach.

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
5.00
1
Zaloguj się, by skomentować