Wielkanoc po góralsku

piątek, 25 marzec 2016 13:56

Część z nas twierdzi, że Święta Wielkanocne z roku na rok bledną, stając się po prostu kilkoma dodatkowymi dniami wolnymi od pracy. Uważasz, że tradycja zanika? Spójrz, jak Wielkanoc obchodzi się pod Tatrami.

Wielkanoc pod Tatrami

Zwyczaje wielkanocne górali w dużej mierze pokrywają się z tymi, które w Polsce uchodzą za standardowe, zgodnie z tradycją chrześcijańską. Oznacza to, że na Podhalu maluje się pisanki, przygotowuje świąteczne kosołki (koszyczki), a także obchodzi lany poniedziałek. W niektórych miejscach zachowały się jednak inne tradycje, zakorzenione głęboko w świadomości najstarszych mieszkańców, przekazywane z pokolenia na pokolenie, różniące się w zależności od miejscowości, czyli o mocno lokalnym charakterze.

Z Świętami Wielkanocnymi ściśle związany jest okres Wielkiego Postu, liczony od Środy Popielcowej. Dawniej nakazy restrykcje dotyczące jedzenia były bardzo surowe. Spożywano opiekane ziemniaki z surowa kapustą, moskole owsiane, a gdy brakowało jedzenia, nie jadło się po prostu nic. Ze względu na to, że w czasie tym krowy górali najczęściej były cielne, nie było również mleka. Wielki Post w tradycji góralskiej można więc nazwać okresem głodu. Dziś ilość jedzenia po prostu się ogranicza. Tydzień przed Wielkanoca, w Niedzielę Palmową na Podhalu święci się palmy (gałązki wierzbowe z pąkami, tzw. bazicki). Gałązki z palmy dawniej wkładało się pod pierwszą skibę na oranym zagonie, co miało przynieść urodzajny rok.

Wielki Tydzień w tradycji góralskiej jest czasem wyjątkowym. W tym okresie post jest zaostrzony, zwłaszcza w piątek, kiedy niektórzy nie jedzą po prostu nic. Wielki Czwartek wiąże się z ciekawą tradycją: dawniej kobiety tego dnia siały kapustę. Jeżeli zdążyły zrobić to przed dzwonami wołającymi na wieczorną msze świętą, główki kapusty miały wyrosnąć na bardzo duże. Wielki Piątek celebruje się z wykorzystaniem „wody nie ośpiewanej przez ptaki”. Dla oczyszczenia duszy i ciała należy się umyć z wody przyniesionej z rzeki przed świtem, wypowiadając słowa: „Wodzicko czysto Łobmyłyś Pana Jezusa, Łobmywos brzyski, korzynie, Łobmyjze mnie grzysne stworzynie".

Kolejnego dnia, w Wielką Sobotę, święci się pokarmy (świyncelinę). W tradycyjnym góralskim koszyczku można znaleźć między innymi: chleb własnego wypieku, masło, sól, kiełbasę, korzeń chrzanu, jajka z barwioną skorupą, czyli tradycyjny zestaw świątecznego, polskiego koszyczka. W kościele święci się ogień i wodę, którą kropi się inwentarz. Węgielki, które wyjmuje się spod święconego ognia, umieszcza się pod strzecha w domu, by chroniły dom przed uderzeniem pioruna. Po wyjściu z Kościoła należy obejść swój dom trzykrotnie, żeby odgonić nieszczęścia.

Niedzielę Wielkanocną po rezurekcji świętuje się przy uroczystym śniadaniu, każdy domownik smakuje potrawy z święconego koszyczka. Niedzielę spędzano w rodzinnym gronie, w domu. Wykonywanie jakiejkolwiek pracy było zakazane ze względu na to, by nie wypłoszyć dusz zmarłych przybywających odwiedzić tego dnia dom. Nie ścielono nawet łóżek, nie gotowano. Kiedy nadchodził poniedziałek (śmigus-dyngus), wzajemnie oblewano się wodą. Ludzie, którzy nie zgadzali się na takie występki, wykupywali się poczęstunkiem wódki, ciastem i święconym jajkiem. Poniedziałkowy zwyczaj niesie ze sobą głębsze przesłanie niż umoczenie niczego niewinnych dziewcząt – woda ma oczyścić duszę i przypomnieć, ze jest konieczna do życia, które bez niej nie istnieje, tak samo jak radość czy uroda.

Małgorzata Tomik

Fot. GOK Biały Dunajec

Oceń ten artykuł
3.90
11
Zaloguj się, by skomentować