Góry i alkohol

poniedziałek, 30 grudzień 2013 22:24

W żaden inny dzień przez polskie gardła nie przelewają się tak duże ilości alkoholu jak w Sylwestra. Jest to zatem doskonała okazja do tego, aby przypomnieć wszystkim jak wielkie niebezpieczeństwo wiąże się z podróżowaniem po górach „na bani”.

Wydawałoby się, że temat wałkowany od zawsze utkwił już w świadomości dorosłych Polaków i dla każdego myślącego człowieka oczywiste jest, że pewnych czynności pod wpływem alkoholu wykonywać nie wolno. Mimo to w Tatrach nadal zdarzają się pijani turyści, podobnie jak nie maleje liczba pijanych kierowców na polskich drogach.

Nie trzeba daleko szukać, aby trafić w Tatrach na ślady spożycia. Na przyschroniskowych ławkach złoty napój leje się strumieniami, zwłaszcza pośród tych, dla których wypad pod schronisko jest celem końcowym wycieczki. Czym innym jest jednak jedno niewinne piwko w gorący lipcowy dzień, zwłaszcza w takim miejscu jak Morskie Oko, skąd do domu prowadzi asfaltowana droga, czym innym zaś wątpliwej jakości ataki na najwyższe tatrzańskie szczyty po kilku głębszych.

Kiedyś na Kozim Wierchu spotkałem starszego Pana. Taki typowy „wodzirej”, co to zabawia towarzystwo przypadkowo spotkanych ludzi. Wyglądał na doświadczonego. Próbował jednak tłumaczyć spożywającym przysłowiową bułkę turystom, że na Zawrat to można iść po dwóch, trzech piwkach, ale na Orlą czy Świnicę, to już nie wypada. Był tak pewny tej teorii, że do głoszonych przez siebie „prawd”, dorysowywał całą ideologię, ilustrując ją rzekomymi przypadkami z przeszłości, w której toczyła się jego taternicka kariera.

Pamiętam, że gdy postawiłem swój pierwszy krok na Orlej Perci, na skrzyżowaniu tejże i zielonego szlaku na Zadni Granat, pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem poza cudnym widokiem był kapsel po piwie, marki którego z wiadomych przyczyn nie wymienię. Innym razem widziałem kompletnie nawianego Pana, który próbował swoją napompowaną procentami głowę chłodzić w upalny dzień rozpryskującą się wodą z Siklawy, niebezpiecznie zbliżając się przy tym do skraju urwiska. W inny dzień widziałem jak pewien dżentelmen postanowił uczcić zdobycie liczącej – bądź co bądź – ponad 2400 m Małej Wysokiej tradycyjnym „browarkiem”.

To pokazuje, że problem pijanego turysty w Tatrach istnieje. Większość z nas wie, że alkohol wybitnie osłabia koncentrację, która jest tak ważna, zwłaszcza na trudnych szlakach w wymagającym, eksponowanym terenie. Dlatego pragniemy zaapelować do rozsądku wszystkich odwiedzających nasze piękne Tatry: nie pijcie na szlaku! Hasło niby tak trywialne, a niestety nie wszyscy to rozumieją. Nie do wszystkich dociera, że upragnione piwko czy herbatę z prądem można spożyć wieczorem, w schronisku lub po powrocie do Zakopanego. Bądźmy w nowym roku mądrzejsi!

 

Krzysztof Barcik

Fot. Krzysztof Barcik

Oceń ten artykuł
5.00
2

1 komentarz

  • Piotr Ostrzygłódzki wtorek, 31 grudzień 2013 16:20 napisane przez Piotr Ostrzygłódzki

    Panie Doktorze, a cóż to za wypociny ? Przeca browar to najlepszy izotonik na świecie. Z odwodnienia miałbym paść ??!

Zaloguj się, by skomentować