Magiczna pasterka na Wiktorówkach

wtorek, 24 grudzień 2013 09:00

Każde środowisko pasjonatów, miłośników i hobbystów z definicji musi dbać nie tylko o możliwość realizacji owych pasji, ale także o coś, co bardzo ładnie nazywa się „integracją”.

Pasterka na Wiktorówkach

W związku z tym każda zbiorowość zrzeszająca ludzi lubiących to samo – ma swoje kultowe miejsca, ważne symbole i wydarzenia, nazwijmy to, świąteczne. Zazwyczaj także pasjonaci gromadzą się w okresie Bożego Narodzenia na spotkaniu opłatkowym, Wigilii itp., aby wspólnie życzyć sobie pomyślności w realizacji swoich pasji.

Środowisko miłośników Tatr jest pod tym względem jednak wyjątkowe. Ta liczna grupa ludzi, którzy bez największych polskich gór nie wyobrażają sobie życia, co roku gromadzi się u ich stóp, aby oddać Bogu hołd i podziękować za dobrodziejstwo doświadczania Tatr, które przypadło im w udziale. Termin jest nieprzypadkowy, gdyż chodzi o Wigilię. Tysiące turystów, taterników i narciarzy, co roku po wigilijnej kolacji opuszczają swoje rodzinne domy i „czem prędzej” bieżą do Sanktuarium Matki Boskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach, aby zdążyć na tradycyjną pasterkę.

Miejsce jest wyjątkowe. Piękny, drewniany kościółek położony jest w Złotej Dolinie, nieopodal Rusinowej Polany, od której dzieli go niecałe 10 minut drogi. Wejść można tu za niebieskimi znakami od Zazadniej lub szlakiem zielonym z Wierchporońca. Sanktuarium znajduje się w miejscu, w którym w 1860 roku Matka Boska ukazała się Marysi Murzańskiej – 14-letniej pastereczce z Rusinowej. Pierwszą kapliczkę postawiono tu w dwudziestoleciu międzywojennym. Na przestrzeni lat miejsce to nabierało popularności i dziś jest prawdziwą mekką dla wierzących miłośników Tatr (a trudno jest doświadczać Tatr i w Boga nie wierzyć). Wokoło sanktuarium zainstalowano kilkadziesiąt tabliczek upamiętniających tych, którzy z gór nie wrócili. Między innymi w ich intencji modlą się wierni.

W czasie wigilijnej nocy to spokojnie i ustronne miejsce (45 minut od drogi jezdnej) przeżywa prawdziwe oblężenie. Już od godziny 21-22 tłumy ciągną szlakiem od Wierchoprońca i od Zazadniej. Opatuleni w kurtki i czapki, nierzadko z pochodniami w ręku – przybywają na Wiktorówki, aby w tym cudownym miejscu świętować Narodziny Pana. Tradycyjnie w budynku czeka na każdego gorąca herbata, która w tym wyjątkowym dniu, zwłaszcza przy sporym mrozie, smakuje niesamowicie.

Razem z miłośnikami gór na Wiktorówki spieszą okoliczni górale – obowiązkowo w tradycyjnych strojach ludowych. Punkt o północy rozlega się charakterystyczny dźwięk góralskich skrzypiec, a tłum intonuje „Wśród nocnej ciszy”, wypuszczając z ust kłęby pary wodnej. I w gardle człowieka ściska, i serce bić zaczyna mocniej…

Krzysztof Barcik

Fot. Agnieszka Rosa

Oceń ten artykuł
4.20
5
Zaloguj się, by skomentować