Historia wypadków, cz. III

piątek, 25 październik 2013 13:16

W pierwszej połowie sierpnia 1910 r. w północnej ścianie Małego Jaworowego Szczytu rozegrała się jedna z najgłośniejszych tragedii w historii taternictwa. W czasie akcji ratunkowej zginął legendarny przewodnik i ratownik Klimek Bachleda.

Wypadek na Małym Jaworowym

5 sierpnia dwóch bardzo utalentowanych wspinaczy – Stanisław Szulakiewicz i Jan Jarzyna – podjęło się próby sforsowania niezdobytej wówczas północnej ściany Małego Jaworowego. Początkowo realizacja zadania przebiegała pomyślnie, jednakże w końcowej części podejścia doszło do wypadku. Jarzyna, który prowadził, znajdując się jakieś 15 metrów nad Szulakiewiczem, odpadł od ściany, pociągając za sobą towarzysza. Współczesnym może ciężko to zrozumieć, ale w owych czasach najpopularniejszą formą asekuracji była… lina trzymana przez partnera w ręku. Toteż w momencie odpadnięcia Jarzyny, Szulakiewicz od razu stracił równowagę i poleciał w dół.

Cudem tylko w pewnym momencie w czasie upadku lina zakleszczyła się o skałę i obaj zawiśli w pobliżu dużej półki mocno poobijani, ale żywi. Co ciekawe, Jarzyna, który przeleciał około 50 metrów odniósł niewielkie obrażenia, natomiast Szulakiewicz, który spadł z dużo mniejszej wysokości, nie był w stanie samodzielnie się dalej poruszać.

Dolina Jaworowa była wówczas miejscem opuszczonym, toteż wołanie o pomoc ze skalnej ściany mogłoby być daremne i skończyć się śmiercią obojga. Zapadła decyzja, iż Jarzyna popędzi sam na dół po pomoc i wróci pod ścianę z ratownikami. Dojść musiał aż do Morskiego Oka.

Śmierć Klimka Bachledy

Wieść o tragicznym wypadku zmobilizowała całe środowisko taterników, którzy jak jeden mąż stawili się pod ścianą jeszcze przed świtem dnia 6 sierpnia. Wyprawą dowodził Mariusz Zaruski, a wśród ratowników był także „guru” ówczesnych wspinaczy, 61-letni Klemens Bachleda. Warunki, w których przyszło operować były ekstremalnie trudne. Mimo iż był to sierpień, padał lodowaty deszcz, zamieniający się momentami w śnieg. Ściana pokryła się wodą, a pamiętajmy, iż ratownicy prowadzili akcję w terenie zupełnie dziewiczym, na ścianie dotychczas nie zdobytej przez nikogo!

Mimo to nie ustępowali. Zwłaszcza, że ze ściany dobiegał głos rannego Szulakiewicza. W pewnym momencie lina, którą związani byli Zaruski i Bachleda, zakleszczyła się w skale. Klimek podjął wówczas decyzję zupełnie nieodpowiedzialną, ale zgodną z kodeksem honorowym ratownika. Odwiązał się i ruszył w górę bez żadnej asekuracji! Zaruski i reszta jeszcze chwilę podążali za nim, próbując namówić go do odwrotu, ale wkrótce opadli zupełnie z sił i postanowili zawrócić. Klimek poszedł dalej.

Okazało się, że zabłądził i nigdy nie dotarł do Szulakiewicza. Wszedł w bardzo eksponowany teren i kompletnie wyczerpany przegrał walkę ze ścianą. Zgromadzeni pod Małym Jaworowym ratownicy usłyszeli tylko dźwięk ogromnej lawiny kamiennej, wraz z którą poleciał w dół Klemens Bachleda.

Szulakiewicz nie doczekawszy się pomocy zmarł. Tymczasem pod ścianę docierały kolejne grupy ratowników. Dzięki poprawie pogody i świeżym siłom, po kilku dniach udało się dotrzeć do zwłok najpierw Szulakiewicza, potem zaś Bachledy. Smutny kondukt powrócił do Zakopanego. Niemal równo rok po tych wydarzeniach ścianę zdobyli bracia Komarniccy.

Krzysztof Barcik

Fot. Krzysztof Barcik

Poprzednia część: Historia wypadków, cz. II
Następna część: Historia wypadków, cz. IV

Oceń ten artykuł
4.90
10
Zaloguj się, by skomentować