22 lata temu rozbił się toprowski "Sokół"

czwartek, 11 sierpień 2016 09:27

Mijają 22 lata od pamiętnej katastrofy śmigłowca TOPR w Dolinie Olczyskiej. Zginęło w niej dwóch ratowników: Janusz Kubica i Stanisław Mateja Torbiarz, a także dwóch pilotów: Bogusław Arendarczyk i Janusz Rybicki.

Katastrofa śmigłowca TOPR

11 sierpnia 1994 roku był zwykłym dniem pracy załogi toprowskiego „Sokoła”. Około godz. 12.45 do centrali dotarła informacja o tym, że w okolicy Hali Gąsienicowej wypadkowi uległy dwie zagraniczne turystyki. Zdecydowano o starcie śmigłowca. Początkowo na jego pokładzie znalazło się osiem osób, w tym Robert Janik – ówczesny naczelnik TOPR.

To on jako pierwszy dotarł do rannych turystek ze Szwecji. W czasie gdy udzielał pomocy poszkodowanym, dotarła do niego informacja, że przed chwilą ciężko ranny został jeden z ratowników – Janusz Kubica. Jak się potem okazało został on uderzony fragmentem głównego śmigła. Był nieprzytomny i miał ranę głowy o średnicy ok. 5 cm, toteż natychmiast zadecydowano o przetransportowaniu go helikopterem do szpitala.

Na pokładzie, oprócz rannego, znajdowali się piloci Arendarczyk i Rybicki oraz udzielający pomocy Mateja. Stan Kubicy był poważny, toteż śmigłowiec rozwinął wysoką prędkość, pędząc do szpitala. Ustalono, że leciał on z szybkością 248 km/h. Wysokość była znaczna. W okolicach Doliny Olczyskiej, u stóp Wielkiego Kopieńca, doszło do tragedii.

Uszkodzona była łopata wirnika głównego. Początkowo sądzono, że stało się to w wyniku uderzenia w głowę Kubicy, jednakże późniejsze ustalenia wykluczyły taką opcję, uznając, że do awarii musiało dojść wcześniej. W każdym razie, łopata utraciła swój normalny rytm pracy, raz po razie uderzając w ogon śmigłowca, aż do momenty obcięcia go. Wówczas helikopter kompletnie utracił sterowność i bezwładnie runął do Doliny Olczyskiej. Zginęła cała załoga. Końcowe chwile śmigłowca przypadkowo nagrał kamerą 12-letni chłopiec przebywający z rodziną na szczycie pobliskiego Nosala.

Informacja o katastrofie błyskawicznie dotarła do pracowników TOPR, parku narodowego, straży pożarnej, a także zwykłych mieszkańców Zakopanego. Wszyscy solidarnie ruszyli w góry na ratunek załodze śmigłowca, którego szczątki rozrzucone zostały w trudnodostępnym terenie w promieniu 1000 m. Niestety, jak można było się spodziewać, toprowcy nie mieli szans na przeżycie. Około godz. 17 z wraku wydobyto cztery ciała. Kilka dni później odbyło się ostatnie pożegnanie bohaterów. Stanisław Mateja i Janusz Kubica spoczęli na Pęksowym Brzyzku. Wszystkich upamiętniono tablicą na Cmentarzu Ofiar Tatr pod Osterwą.

Krzysztof Barcik

Fot. Piotr Oramus

Poprzednia część: Historia wypadków, cz. XVI
Następna część: Historia wypadków, cz. XVIII

Oceń ten artykuł
3.00
2

3 komentarzy

  • ela niedziela, 11 sierpień 2013 17:19 napisane przez ela

    [*] [*] [*] [*] Pamiętajmy o tych co zginełi i o tych co nadal niosa pomoc .1 % dla śmigła .

  • Adam Kwiatek niedziela, 11 sierpień 2013 16:03 napisane przez Adam Kwiatek

    O takich ludziach - którzy oddali własne życie niosąc pomoc innym - nigdy nie wolno zapomnieć. Niech spoczywają w pokoju.

  • Adam Kwiatek niedziela, 11 sierpień 2013 16:00 napisane przez Adam Kwiatek

    Tak, pamiętam to wydarzenie. To prawdziwa tragedia i katastrofa. Zginęli ludzie którzy nieśli pomoc innym. O takich sytuacjach i tragediach nie można nie pamiętać.Cześć Ich pamięci.

Zaloguj się, by skomentować