Między rakiem a sandałem

środa, 14 sierpień 2013 10:57

Nowy „spór o Morskie Oko” inspiruje do głębszych przemyśleń na temat ruchu turystycznego w Tatrach. Jedni bronią zarobków, drudzy przyrody, inni powołują się na to, że w górach wozić się fasiągiem nie wypada. Gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie.

Nasze społeczeństwo, jak każde inne, jest podzielone. Podzieleni są także turyści odwiedzający Tatry. Najlepiej widać to nad Morskim Okiem właśnie. Z jednej strony, całkiem spora gromada, czasem bardzo wybitnych taterników, dla których grań wokół jeziora jest miejscem wspinaczki, z drugiej zaś tłumy „klapkowiczów” i „fasiągowców”, którzy pędzą nad Morskie Oko napić się piwa i zjeść watę cukrową. Jedni drugich nie rozumieją. Idę sobie asfaltem w drodze na Chłopka. Mija mnie fasiąg. Ci w środku śmieją się ze mnie, że idę, podczas gdy oni jadą, ja śmieję się z nich, że jadą, podczas, gdy ja idę. Chyba się nie dogadamy.

W Waszych komentarzach piętnujecie lenistwo i konsumpcyjny tryb życia jadących wozami. Wpisuje się to w szerszy podział na tych, dla których wypad w Tatry to alternatywa dla morza lub Mazur oraz tych, którzy wiedzą, że góry to pewna filozofia życia, a obcowanie z Tatrami daje nieporównywalnie dużo więcej niż bezczynne leżenie na plaży. Pytanie jednak, do kogo należą góry? Czy tylko do tych, którzy je rozumieją?

Zmierzam do tego, że – jak w wielu dziedzinach naszego życia społecznego – także w górach brakuje dialogu. Często zamykamy się w swoich górskich gronach, wśród ludzi, z którymi jeździmy w Tatry od lat, na słynne już „szpilki na Giewoncie” patrząc z pogardą. A przecież każdy z nas jakoś zaczynał. Nikt nie urodził się wybitnym znawcą gór. Trafialiśmy na ludzi, którzy nas inspirowali, informowali, zachęcali do samodzielnego poszukiwania wiedzy i przemierzania szlaków.

Każdy z nas posiada wśród bliskich takich „klapkowiczów”. Gdyby każdy wziął chociaż jednego na wycieczkę do Małej Łąki, na Grzesia czy na Halę na Stołach, opowiedział troszkę o krajobrazie, o historii, o odpowiednim ubiorze, to może ten słynny już koń z Palenicy miałby chwilę wytchnienia?

Oczywiście artykuł ujmuje pewne rzeczy w dużym uproszczeniu. Nie rozładujemy tłoku nad Morskim Okiem, tak samo jak nie wyeliminujemy bezmyślnych zachowań w górach. Musimy jednak pamiętać, że Tatry to nasze wspólne dobro. Za to, co się dzieje na ich terenie odpowiadają nie tylko TPN, władze czy górale, ale my wszyscy.

 

Krzysztof Barcik

Fot. Krzysztof Barcik

Oceń ten artykuł
5.00
1

4 komentarzy

  • nutka216 czwartek, 15 sierpień 2013 09:55 napisane przez nutka216

    Autor pisze:." Mija mnie fasiąg. Ci w środku śmieją się ze mnie, że idę, podczas gdy oni jadą, ja śmieję się z nich, że jadą, podczas, gdy ja idę. Chyba się nie dogadamy."
    No i...wspaniale!Pośmiać się,minąć i iść swoją drogą...
    Pozdrowienia z Mazowsza!

  • nutka216 czwartek, 15 sierpień 2013 09:53 napisane przez nutka216

    Autor pisze:." Mija mnie fasiąg. Ci w środku śmieją się ze mnie, że idę, podczas gdy oni jadą, ja śmieję się z nich, że jadą, podczas, gdy ja idę. Chyba się nie dogadamy."
    No i...wspaniale!Pośmiać się,minąć i iść swoją drogą...
    Pozdrowienia z Mazowsza!

  • tompie środa, 14 sierpień 2013 17:32 napisane przez tompie

    Jestem tego samego zdania co autor artykułu. Uważam jednak, że jeżeli ktoś ma upodobanie chodzić w klapkach i napić się piwa niech nie pcha się na szlaki przeznaczone dla prawdziwych turystów. Widok klapkowicza na trasie do Moka czy w Dolinie Kościeliskiej jest jak najbardziej zrozumiały ale ten sam klapkowicz często z reklamówką pchający się choćby na Zawrat od Gąsienicowej stwarza po prostu zagrożenie dla siebie i innych. Prawdziwy turysta nie będzie przecież np. potrząsał łańcuchem gdy przed nim ktoś się go trzyma. Wobec tego, tak jak napisał poprzednik, niech sobie chodzą ale do wysokości schroniska.

  • Krzychu środa, 14 sierpień 2013 13:53 napisane przez Krzychu

    Chyba jednak wolę, żeby ci "klapkowicze" zostali w dolinach i by czasem nie przychodziło im do głowy chodzenie po Tatrach poza utartymi szlakami na Morskie Oko, Giewont, Kasprowy, Kościeliską i Chochołowską. Nie daj boże, by się te masy rozeszły na wszystkie szlaki, bo wtedy to tylko po Słowacji się będzie dało pochodzić...

Zaloguj się, by skomentować