Filozofia siwych turni

poniedziałek, 18 luty 2013 09:00

Góry nie są ucieczką od rzeczywistości. Góry są rzeczywistością. Cała reszta to ucieczka. W tym dziale będziemy Was wprowadzać w tatrzańską filozofię i meandry pojmowania świata przez górski pryzmat.

Każdy ma prawo widzieć w Tatrach coś innego. Dlatego będziemy pytali różne osoby. Zaczynamy od członków naszej redakcji.


Krzysztof Barcik, Redaktor Naczelny: Myśl stanowiąca początek niniejszego artykułu wpadła mi do głowy nie przypadkiem. Od wielu lat przemierzam Tatry wzdłuż i wszerz, obserwując wszystko to, co się tam dzieje i to, czego tam doświadczam. I choć nie mam na koncie tylu sukcesów, co taternicka czołówka i takiej wiedzy, jaką mają wirtuozi przewodnictwa górskiego, wydaje mi się, że czuję te góry i wiem, o co w tym wszystkim chodzi.


W każdym człowieku trwa odwieczna wojna tego, co duże, z tym, co małe. W domu, w pracy, w szkole, na uczelni – słowem: w dolinach – skupiamy się na rzeczach małych. Wydaje się nam, że najważniejszy w życiu jest stan konta, status „zajęty” na Facebooku oraz to, czy benzyna wreszcie potanieje. Niewątpliwie, to wszystko rzeczy warte uwagi i mające wpływ na nasze życie, ale dzięki górom można na nie spojrzeć nieco inaczej. Zabiegany człowieku, stań na przepaścią nad Orlej Perci, zobacz morze mgieł i policz krokusy na Polanie Chochołowskiej. Gdy będziesz już „wisiał” nad tą przepaścią, myśl o tym, co dla Ciebie jest w życiu najważniejsze, przyjdzie sama. Przetrwać, wrócić do domu, do bliskich, przeżyć coś, zobaczyć, pomóc komuś, dojrzeć w kimś człowieka. Cieszyć się każdą chwilą, robić w życiu rzeczy duże. Nie potknąć się, nie spaść, wejść na szczyt, nie zginąć od uderzania pioruna lub pod lawiną. Innymi słowy: istnieć. Dlatego uważam, że góry są rzeczywistością, a cała reszta od niej ucieczką. Nie na odwrót. Gdy jesteś w Tatrach, słuchaj tego, co mają Ci do powiedzenia. Rozglądaj się, podziwiaj, patrz pod nogi, ucz się pokory i podejmowania decyzji. Wracaj w doliny lepszy niż przyjechałeś.

 
Małgorzata Tomik, Redaktor: Podobno ludzi można podzielić na dwa rodzaje: na tych, którym nie trzeba tłumaczyć miłości do gór i takich, którzy nigdy tego nie zrozumieją. Całym sercem chciałabym wierzyć, że to nieprawda, że góry posiadają moc oddziaływania na każdego. Dlaczego jednak nie każdy odpowiada na ich wezwanie, wybierając myśli i wędrówkę poziomą zamiast orientacji pionowej? To zagadka na miarę złożoności ludzkiego charakteru. Kochając góry, czuję, że spotkało mnie jednak wyróżnienie. Że jestem jedną z tych osób, które zawsze będą patrzeć gdzieś wyżej, nie tylko pod nogi.

 
Góry niezmiennie łapią za duszę osoby, które im ulegają i co więcej, gorąco tego chcą. Zdobywanie szczytów nie jest ucieczką od rzeczywistości. To sposób spojrzenia na codzienność z dosłownie innej perspektywy, szansa na głęboki oddech i odrobinę dystansu, wsłuchanie się w siebie. Wysokość umniejsza zwykłym problemom, a wyzwania górskie zwracają uwagę na „tu i teraz”. Więc jestem dla gór, a one łaskawie są dla mnie. To miejsce kapryśne, a zarazem życzliwe. Potężne, przemawiające przez obojętność żywiołów, a zarazem łagodne przez dotyk słońca, zapach pory roku, mokrej skały. Tajemnicze przez wiatr, który ma swój głos, a może właśnie jest głosem gór? Tym, który tak szaleńczo nas wzywa i do którego wciąż wracamy.


Edyta Sadowska, Redaktor: Wielu pyta mnie, dlaczego ciągnie mnie w Góry. Kiedy wszyscy siedzą w domach z kubkiem gorącej herbaty, ja marznę na 20-stopniowym mrozie i jestem najszczęśliwsza na świecie. Kiedy dźwigam na plecach 30 kg sprzętu i wreszcie dochodzę na szczyt, czuję, że żyję. W Górach duszą zbłądziłam – bo chciałam…
Pamiętam moje pierwsze wycieczki w Tatry, kiedy patrzyłam na strzeliste szczyty i myślałam, że są zarezerwowane tylko dla bogów. Kiedy czytałam opowieści zdobywców Gór najwyższych, nawet nie przypuszczałam, że kiedykolwiek znajdę się w kolorowej namiotowej wiosce w jakimś wysokim campie. Nagle wpadłam w wir marzeń i stałam się ich zakładnikiem. Stojąc na szczycie Mont Blanc brzmiały w mojej głowie słowa jednej z himalaistek: „Jeżeli ktokolwiek Wam kiedyś powiedział, że czegoś nie dacie rady zrobić, że się nie da, że nie można - to nie wierzcie. I próbujcie do samego końca. Zawsze warto. A wtedy sukces naprawdę inaczej smakuje”.

 
Góry to ciągłe poznawanie… Poznawanie siebie przede wszystkim. To ciągłe przesuwanie horyzontu. Czasami jest taka granica, że wydaje ci się, że już nie jesteś w stanie nic poza nią zrobić, a jesteś w stanie z niej stworzyć jeszcze swój atut - przesunąć tę granicę, jesteś w stanie sięgnąć po coś, po co nie przypuszczałeś, że możesz w ogóle sięgnąć. Jak to wytłumaczyć? Tylko wolą, tylko silną psychiką. Ja myślę, że jest w tym jakiś pierwiastek boski. Tak – to niesamowite. Pamiętam jeszcze niedawno szłam za grupą w Beskidach zimą, gdzieś z tyłu dysząc, sapiąc i modląc się o koniec. Potem pojechałam w Tatry i okazało się, że marzenia są do zrealizowania. Wtedy, zimą, poczułam, że to jest mój świat, że wszystko tam w górze –staje się dla mnie piękne, że moje życie nabiera innego wymiaru. Czuję się szczęśliwa, kiedy jestem w Górach – szczęściem innym niż w normalnym życiu. Szczęściem, które przepełnia mnie całą… I wciąż przesuwam swój horyzont…

 

Zespół redakcyjny Portalu Tatrzańskiego

fot. Piotr Oramus

Oceń ten artykuł
5.00
1
Zaloguj się, by skomentować