Trudne pytania po tragedii na Nanga Parbat

poniedziałek, 29 styczeń 2018 16:51

Tragedia Tomasza Mackiewicza na zboczach Nanga Parbat zdecydowanie obudziła Naród z letargu w tę wyjątkowo nijaką zimę. Pojawiło się niebywale dużo informacji i jeszcze więcej komentarzy. W informacyjnym chaosie ciężko wyciągnąć istotę całej tej historii i to, jaka nauka dla nas płynie z wydarzeń ostatnich dni. Uporządkujmy więc nieco.

1. Po co tam szli?

Jak zwykle w takich sytuacjach pojawia się tysiąc tego typu pytań zadawanych z perspektywy ludzi na co dzień nie mających do czynienia z górami wysokimi. No więc „po co tam szli”? A co nas to obchodzi? Chcieli to poszli – Ty nie musisz. Niech każdy żyje po swojemu. Tomek atakował Nangę 7 razy. Taki miał cel życia, a Ty lepiej zastanów się nad swoim. I nie mówię, że musisz od razu jechać w Himalaje. Znajdź swój cel tutaj, nisko. „Każdemu jego Everest”.

 

2. Dlaczego nie można było poderwać śmigłowca bez gwarancji finansowych?

Nie rozumiemy, jak kasa może być ważniejsza od ludzkiego życia? Nie bierzemy jednak pod uwagę okoliczności, które są brutalne. To Himalaje, a nie Tatry. Koszty akcji są zawrotne, a zawsze ktoś musi pokryć – nikt nie udostępni swojego sprzętu za darmo, bo po kilku takich akcjach straty byłyby zabójcze dla budżetu i nie byłoby następnych lotów w ogóle. A niestety himalaistów ginących w tym rejonie jest bardzo dużo – wiele akcji pełznie na niczym. Nie ukrywajmy też, że Pakistan – nikogo nie obrażając – to jednak Trzeci Świat. Tam, w górach wysokich, stwierdzenie „szybko, bo on tam umiera” – nie ma takiego odzewu, jak u nas w Tatrach, gdzie można stosunkowo łatwo dotrzeć w każde miejsce. Himalaje to jednak cały czas bardzo dzikie tereny – organizowanie pomocy na pustkowiu i w miejscu, gdzie wszyscy się przyzwyczaili, że co chwilę ktoś ginie (jak brutalnie by to nie brzmiało), nie jest proste i szybkie.

 

3. Dlaczego go nie ratowali?

Oczywiście, że go ratowali. Zrobili, co mogli zrobić w tej sytuacji. Adam jeszcze w Skardu mówił, że lecą po Elę i być może Tomka, choć on jest bardzo wysoko. To znaczy, że chciał mu pomóc, ale wiedział, że to będzie bardzo trudne. Wielu pod wpływem szaleńczego wręcz tempa podejścia po Eli ułożyło sobie w głowie wizję ludzi odpornych na zmęczenie i ryzyko. Nic z tych rzeczy. Adam i Denis nie poszli wyżej, bo w takich okolicznościach nie tylko nie mieli szans uratować Tomka, ale sami mogliby stamtąd nie wrócić. A dobry ratownik to żywy ratownik.

 

4. Czy Adam poszedł tam zrehabilitować się za Broad Peak?

To już jego sprawa. Z naszej perspektywy ważne jest, że poszedł, bo razem z Denisem byli najsilniejsi. Niezależnie od tego, jak kto ocenia postawę Adama na Broad Peak, ten człowiek wiele po tamtych wydarzeniach przeszedł. A teraz jest bohaterem. Wszystko to jednak są rozważania trzeciorzędne. Najważniejsze, że Eli żyje – dzięki niemu i pozostałej trójce.

 

5. Czy jest szansa, że Tomek jeszcze żyje?

Empatia i nadzieja każą nam wierzyć w cud, ale logika jest w tym przypadku brutalna. Z całą pewnością można stwierdzić, że Tomek pozostanie w górach, bo jeśli nawet jeszcze w tym momencie jakimś cudem żyje, to nikt nie dotrze do niego na czas. Do końca tygodnia w Himalajach warunki mają być bardzo trudne, ma okropnie wiać. Szansa na poderwanie śmigłowca, desant, znalezienie Tomka i bezpieczny powrót są nieskończenie bliska zeru. Oczywiście każdy ma prawo wierzyć – nikomu tego nie zabronimy.

 

Krzysztof Barcik

Fot. vimeo.com

Oceń ten artykuł
4.65
86
Zaloguj się, by skomentować