Sport absolutnie (czarna strona medalu)

środa, 25 maj 2016 09:26

Sport z definicji brzmi bardzo prosto, ale odmęty tego słowa brzmią w każdej głowie inaczej. Uwierzcie.

O naturze sportu

Sport bywa rywalizacją. Z współuczestnikami konkurencji i samym sobą. Bywa też przyjemnością, sposobem na odreagowanie stresów, lekiem na kompleksy, sposobem na życie. Daje poczucie sensu, kontroli nad ciałem i umysłem. Może być leczniczy, ale także niszczący, uzależniający. Uprawianie sportu dla wielu osób staje się nieodzownym elementem codzienności. Aktywność fizyczna rozwija i pomaga wznieść się nam na wyżyny swoich możliwości, a nawet mówimy o „przekraczaniu samego siebie”. Wystarczy jednak przez jakiś czas obracać się w gronie sportowców wyczynowych by zaobserwować że to, co w swojej naturze jest dobre, przez błędną interpretację w praktyce może okazać się wyniszczające i negatywnie wpływać na wiele aspektów życia. Zacznijmy jednak od początku.

Mówiąc o sporcie (def. „forma aktywności człowieka, mająca na celu doskonalenie sprawności fizycznych w ramach współzawodnictwa, indywidualnie lub zbiorowo, według reguł umownych”) najczęściej mamy na myśli czystą rywalizację, samorozwój, duch zdrowia, braterstwo. Przekraczanie granic wzbudza podziw, tym bardziej jeśli własnych – wtedy pojawia się potężna satysfakcja.

Psychologia sportu

Podejście do uprawiania sportu może być bardzo zindywidualizowane, spróbujmy zrozumieć, dlaczego. Część z nas wyniosła z dzieciństwa naturalny system, który w sposób uświadomiony lub też nie, stosuje się w wychowywaniu dzieci. Na podstawie naszych wcześniejszych doświadczeń, dostosowujemy do siebie system nagród i kar – za kolejny stopień sukcesu głaszczemy ego, za lenistwo i odrobinę dystansu do sprawy – zamiast poświęcenia się – tkamy na głowie kapelusz poczucia winy. Co ciekawe, jako dorośli ludzie sprytnie wybrnęliśmy z tej pułapki psychologicznej (jako metoda stosowana w sposób właściwy system kar i nagród dzieci jest ok. Zła interpretacja wpędza nas w ślepy zaułek). Wymyśliliśmy system nagród rzeczowych, za który najczęściej… sami płacimy. I to nie tylko mentalnie czy mając na myśli koszty przygotowania (czas, trening) ale tak, gotówką. Wybieramy się na bieg, pokonujemy dystans, dostajemy medal.

Czarna strona medalu

Nie zrozumcie mnie źle. Kolekcjonowanie medali to nic złego, ale zastanów się, czy gdybyś tego medalu nie dostał, jako potwierdzenie umiejętności – pobiegłbyś? To w tym punkcie podejścia można rozpoznać /prawdę/. Uwierzcie, nadal są tacy ludzie, którzy biegną w plener, wracają po czterech godzinach i ich nagrodą jest sama satysfakcja. My jednak pragniemy afirmacji. To jeden ze sposobów, żeby zbudować siebie. Bardzo dobry i pozytywny. Pułapka mieści się w tym miejscu „zabawy”, gdzie sens budowania siebie na podstawie nagrody (medalu) staje się to dla nas naj-naj-najważniejszy. Chcąc osiągnąć stan wyższy rezygnujemy z szerokich horyzontów, ludzi, innych zajęć czyli tak naprawdę ograniczamy się w samorozwoju, pomimo tego że szczerze chcemy osiągnąć zupełnie odwrotny efekt. Tłumaczymy sobie wątpliwości frazą: „trening jest najważniejszy”. Podchodząc sportu jako części samorozwoju, nie zapomnij jednak o podstawowej wartości tego procesu – o sobie.

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
5.00
2
Zaloguj się, by skomentować