"Zamknijmy Tatry"

środa, 06 styczeń 2016 07:20

W obliczu ostatnich tragicznych wydarzeń podnosi się wiele głosów, które mówią „trzeba coś z tym zrobić”! Góry zabrały zbyt wiele istnień. „Najlepiej zamknijmy Tatry na zimę”.

Krytyka „bardzo dobrych warunków”

Trudno nie odnieść się do tego, co ostatnio działo się w Tatrach. W naszych górach w krótkim czasie życie straciło aż czternaście osób. Niektóre z ofiar były bardzo młode. Giną zarówno osoby niedoświadczone, jak i taternicy. Coś musi być na rzeczy. Warunki? Naczelnik TOPR mówi, że są bardzo dobre. To stwierdzenie jest jednak antagonistyczne do ostrzeżeń sunących płynnie przed media zewsząd, również ze strony pracowników TPN, przewodników i … ratowników TOPR. Brak doświadczenia? Ten argument nasuwa się po oglądnięciu kilku filmów pokazujących skrajnie nieodpowiedzialnych turystów, którzy albo w ogóle nie mają raków, albo kompletnie nie potrafią się w nich poruszać. Życie tracą jednak również osoby, które są górskimi wyjadaczami. Nie ma jednoznacznej przyczyny, na której można by powiesić wszystkie tragiczne przypadki ostatnich dni. Nawarstwiło się kilka okoliczności, które w przypadku ofiar miały akurat skutki tragiczne.

Można spekulować dalej: łatwa dostępność Tatr? Mocno zróżnicowane warunki na poszczególnych wysokościach, zdradliwe miejsca? Bardzo twardy lód, nie pozostawiający możliwości hamowania czekanem? Brak instynktu samozachowawczego? Nieumiejętne posługiwanie się sprzętem zimowym lub jego brak? A może błąd ludzki, którego „szklane góry” nie wybaczają? Można spekulować, ale wzoru wypadków, reguły i jednej przyczyny „dlaczego oni zginęli” nie da się ustalić. Życie straciło wiele osób, to o każdą śmierć za dużo. Uszanujmy ofiary, nie osądzajmy pochopnie. Spokój ich duszom.

„Trzeba coś zrobić”

Wobec ogromu tragicznych wieści, które każdego dnia do nas trafiały, naturalną reakcją jest sprzeciw w stosunku do nieprzewidywalnych konsekwencji chodzenia po górach, które mogą spotkać przecież każdego z nas. Można powiedzieć, że ogrom złych wieści wywołał podświadomy lęk u turystów, którzy tłamszą w głębokich pokładach psychiki świadomość – to może spotkać i mnie. W głowie człowieka, jako naturalny odruch obronny rodzi się więc myśl: temu na pewno można zapobiec, zróbmy coś! Chcemy chodzić po górach, ale nie się zabijać! Na internetowych forach pada wiele pomysłów. Oprócz obowiązku ubezpieczenia się i płatnych akcji ratunkowych po polskiej stronie Tatr (niegłupi pomysł, z wieloma barierami urzędowymi) pojawia się popularna myśl: zamknijmy Tatry na zimę, tak jak Słowacy.

Zakaz

Zakaz. Naród przyzwyczajony do metody rózgi uwielbia to słowo. Kiedy czegoś zakażemy, zawsze łatwo potem osądzić kogoś, kto ten zakaz złamał. Odpowiedzialna osoba jest jedna, a jej wina jest niewątpliwa. Zakaz postrzegany jest więc często jako sprawa pozytywna. Inaczej niż ostrzeżenie, które pozostawia pewną dozę decyzji. Popularna jest filozofia: skoro coś może być niebezpieczne, uprzedźmy ludzi, a najlepiej zabrońmy tego. Skoro na papierowych kubkach z gorącą kawą jest napisane, że można się poparzyć, to czemu w Tatrach nie napisać: „wchodzenie na taflę stawu może Cię zabić”? Albo „w górach czeka śmierć. Jest niebezpiecznie.”

Pomyślmy jednak - gdyby słynna setka turystów, którzy utknęli pod Morskim Okiem przed wejściem do TPN zobaczyła tablicę z "instrukcją obsługi gór" zawierającej nakazy i zakazy, do sytuacji którą wszyscy znamy by nie doszło? Przecież taka instrukcja już istnieje, w komunikacie turystycznym TPN-u linijka po linijce wypisane są zagrożenia, które mogą spotkać nas w górach. I co?

W Tatrach Słowackich obowiązuje zakaz poruszania się zimą po większości szlaków i powyżej schronisk (do trudności dwójkowych). Pomimo zakazu w ostatnich dniach śmierć poniosło tam wiele osób. Dla tych, którzy nadal są zwolennikami „bezsprzecznego działania zakazu” przytoczę krótki tekst mówiąy o eksperymenie przeprowadzonym w przedszkolu:

„Dzieci miały różne zabawki, w tym fajnego robota, koleś powiedział dzieciom, że nie wolno bawić się robotem bo będzie za to kara. Dzieciaki rzeczywiście nie bawiły się robotem kiedy psycholog był w pomieszczeniu, po jakimś czasie wyszedł i podglądał przedszkolaków przez lustro weneckie czy coś, duża część zignorowała zakaz i i tak bawiła się robotem. W drugim eksperymencie powiedziano dzieciom, że to nieładnie bawić się robotem , ale nie zagrożono żadną karą za to. Podobno tym razem, kiedy psycholog wychodził, to albo nikt nie bawił się robotem albo tylko jakieś jedno niepokorne dziecko zaczynało się nim bawić.

Podsumowanie? Czy coś…

Nie, to nie apel żeby nie robić nic. Musimy jednak zdać sobie sprawę, że pomysły wprowadzenia wielu restrykcji w Tatrach graniczą ze zgubną ideologią. Można więc spytać, co w ogóle zrobić, żeby wypadków było mniej? Najwyraźniej to, co TPN i TOPR robią od dawna: nie zakazywać, ale uświadamiać. Tylko w ten sposób można uporać się z przyczynami, a nie skutkami.

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
4.55
9
Zaloguj się, by skomentować