Niepowodzenie akcji górskiej - rzecz o planowaniu

wtorek, 25 sierpień 2015 23:20

Czy znasz ten fenomen, kiedy czas nieoczekiwanie zaczyna biec szybciej? Mija godzina za godziną, a ty masz jeszcze kawał drogi przed sobą. Zaraz zajdzie słońce, nie tak miało być.

„Wciąż jestem przekonany, że choć czasem wciąga mnie jakiś chaotyczny i niezależny ode mnie nurt wydarzeń, to mimo wszystko mam wpływ na swój los. Że o nim decyduję. Ale przecież zdarzają się zdumiewające, wręcz złośliwe zbiegi okoliczności, zupełnie jakby los chciał zakpić z nas, z naszego przekonania, że wiemy, co robimy, z naszej pewności siebie. Albo z naszego strachu. W czasach, kiedy nawet przypadek został ujęty w statystyczne formuły, zadziwiająca jest bezradność wobec wydarzeń, które nie powinny się wydarzyć. I niebywałe szczęście w sytuacjach zupełnie beznadziejnych” – pisze Zbigniew Piotrowicz. Tak, na pewno byłeś kiedyś w sytuacji, kiedy twój plan, ordynarnie mówiąc, szlag trafił. Jeżeli wyszedłeś z tego cało, masz szczęście (j.w.). Być może na górskiej drodze pojawiło się jedno z tych obiektywnie istniejących niebezpieczeństw: załamanie pogody, spadający kamień. Droga się rozwlekła, niebezpiecznie wydłużył się czas wędrówki. A może to ty w jakiś sposób zawiodłeś? A reszta jest tylko sentencją kolizji następstw?

Partnerzy, okoliczności

Niektórych wydarzeń nie da się przewidzieć, ale oprócz tej garści losu, na którą nie masz wpływu, przed wyjazdem w góry możesz zrobić kawał dobrej roboty: przygotować dobry plan i wejść w rolę obserwatora, a zarazem stratega, który odpowiada za siebie i nie ulega wpływom grupy. Cel: nie dać się zaskoczyć kwestiom, nad którymi możesz panować. Twój sukces, czyli sprawny przebieg akcji górskiej, zależy w dużej mierze od dobrej organizacji i planowania. Jednym z głównych wyborów, który podejmujesz na samym początku jest dobór partnerów. Jeżeli chcesz zminimalizować nieprzewidywalne zmienne, które mają wpływ na więcej niż jedną okoliczność (tempo podchodzenia, schodzenia i pokonywania trudnych odcinków; doświadczenie na podobnych drogach/szlakach, wytrzymałość na stres) skup się na tym punkcie. Im więcej osób pójdzie z tobą w góry, tym trudniej określić czas przewidywanego przejścia, który może się znacznie wydłużyć przez wspomniane okoliczności. Kiedy bardziej liczna jest też grupa kandydatów na „lidera”, podjęcie decyzji w niecierpiącej zwłoki sytuacji będzie wymagało dyskusji, a czas ucieka… Najlepiej jest znać swoich partnerów. Wtedy mniej więcej możesz przewidzieć, jaki teren sprawia im trudności a który jest ich domeną, jak zareagują na „niespodzianki”, na ile ich doświadczenie pozwala na sprawne pokonywanie danego rodzaju trudności. Podsumowując: chcąc poruszać się mniej więcej według planu, idź w góry w małej grupie znajomych i doświadczonych osób. Doświadczonych co najmniej tak jak ty lub niech „nowicjusze” będą w mniejszości. W czasie wycieczki bądź dobrym obserwatorem. Jeżeli u kogoś z towarzyszy zauważysz niepokojące symptomy opadania z sił, brak potrzebnego sprzętu czy niemoc wobec trudnego terenu musisz wziąć pod uwagę, że czas jaki planowałeś na daną akcję prawdopodobnie ulegnie zmianie. A może już wtedy warto wziąć pod uwagę odwrót? Pamiętaj, że poczucie odpowiedzialności za grupę w sytuacjach kryzysowych może cię zgubić. Nie jesteś ratownikiem, możesz być tak samo zagrożony jak inni, poczucie odpowiedzialności za każdego z towarzyszy nie zawsze uratuje ich z opresji, a ciebie znacznie spowolni w opuszczaniu niebezpiecznego miejsca. Dlatego tak ważna jest miej więcej wyrównana sprawność i doświadczenie grupy.

Odliczanie wstecz

Kolejnym istotnym punktem jest sporządzenie samego planu. Jednym ze sposobów planowania akcji górskiej jest tzw. odliczanie wstecz, czyli uwzględnianie barier czasowych od godziny granicznej (zapadnięcie zmroku) do tyłu. Na początku bierzemy pod uwagę ilość czasu, jaką zajmie nam schodzenie ze szczytu aż do punktu bezpiecznego, czyli takiego, gdzie nie występują już trudności techniczne i gdzie ewentualnie może zastać nas już zmrok. Następnie dodajemy czas przebywania na szczycie, tak często pomijany w ogólnym planowaniu. Analogicznie, idąc dalej, kalkulujemy czas wejścia na szczyt i tak dalej, aż do punktu wyjścia na szlak. Niby to proste, niby to logiczne, ale biorąc pod uwagę warunki pogodowe, prawdopodobne zmęczenie grupy na danych fragmentach (w zależności od trudności i czasu, który minął od wyjścia), przerwy na uzupełnienie płynów i szturm-żarcie, „partnerów i okoliczności”, mamy przed sobą kawał strategicznej łamigłówki. W racjonalnym planie możemy nawet uwzględnić rozkład sił – czyli jeżeli przykładowo idziemy się wspinać, należy wydłużyć czas podejścia pod ścianę żeby nie marnować sił które mogą się przydać w razie „awarii”. Uwzględniamy również rezerwę czasu, która może się przydać w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowej. Sumując uzyskane czasy ustalamy bezpieczną godzinę startu.

Godzina „W” i plan awaryjny

Dobry plan uwzględnia fakt, że nie jesteśmy prorokami górskimi i wszystko się zdarzyć może. W związku z tym, do naszej rozpiski dodajemy godzinę „W” – wycofu. Jeżeli coś się nie powiodło, wskazówki na zegarku zaczęły szaleńczą gonitwę a my wciąż „stoimy w miejscu”, trzeba dopuścić do siebie myśl, że nie należy ryzykować powrotu w trudnym terenie po zmroku, ale wycofać się w miejscu, gdzie jest to możliwe. Najłatwiej przed wyjściem wyznaczyć sobie punkt na planowanej drodze, który powinniśmy osiągnąć maksymalnie do godziny „W”. Punkt musi być skorelowany z godziną w miejscu, które umożliwia bezpieczny wycof, a takie lokalizacje odwrotu powinniśmy mieć rozeznane na długości całego planowanego przejścia. W myśl zasady „spodziewaj się niespodziewanego” w razie załamania pogody czy innych niespodziewanych trudności, warto mieć również plan awaryjny – alternatywny skrót planowanej drogi, a nawet inny cel.

W artykule „Jak przeżyć w górach” (B. Kowalski, Sto Porad Gór) jako czynniki uniemożliwiające powodzenie akcji górskiej autor wymienia: źle planowaną i przygotowaną realizację poszczególnych etapów, lekceważenie i opóźnianie rozwiązania bieżących problemów takich jak słabe tempo wspinaczki, zmiany pogody, obrywy, działalność innych zespołów, nasze samopoczucie, awarie sprzętu; brak komunikacji pomiędzy członkami zespołu, a przez to brak wiedzy o problemach które mogą się pojawić; nieprzemyślane wprowadzanie zmian w planach; brak realistycznej oceny postępów. Dobra akcja górska to nie taka, która narazi ciebie i innych na wyczerpanie, przezwyciężanie barier strachu, niebezpieczeństwa i rekord godzin spędzonych w górach – ale taka, która przebiega sprawnie, zgodnie z założeniami, pozwoli zmagać się z trudnościami ale takimi, na które jesteśmy przygotowani i doświadczeni na tyle, żeby sobie z nimi z rezerwą poradzić. Góry mają być przyjemnością, nie walką o życie. Przynajmniej nie fundujmy sobie tej walki sami.

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
5.00
1
Zaloguj się, by skomentować