Szpiczasty wzięty, czyli dobra książka o Tatrach

środa, 19 sierpień 2015 11:42

Dokonując wejścia na wymarzony tatrzański szczyt, kontemplując zgromadzone tu piękno i wielkość matki natury, zazwyczaj wyobrażamy sobie, że ci, którzy wchodzili tu jako pierwsi byli prawdziwym herosami o nieskalanej biografii. Jakże wielce zaskoczy nas zatem „Carolus Victor” – książka, którą pragnę Wam dzisiaj polecić.

O pierwszych zdobywcach Tatr

Chyba najbardziej kontrowersyjną postacią w czasach początków taternictwa był niejaki Karol Englisch. Młody chłopak o wielkim talencie wspinaczkowym, który w pogoni za sławą i chwałą pogubił się, dopuszczając się mało wyszukanych oszustw. Przez wiele lat skazany na zapomnienie, potem zaś rehabilitowany, do dziś uznawany jest za pierwszego zdobywcę wielu tatrzańskich szczytów. Powieść nie jest jednak o nim. Spotykamy w niej co najwyżej jego karykaturę, podobnie jak spotykamy tu karykatury kilku innych postaci, które istniały naprawdę.

Powieść Huberta Jarzębowskiego przenosi nas do Starego Smokowca z początków XX wieku. Zastajemy tu całą śmietankę towarzyską ówczesnego taternictwa. Trwa właśnie bój o zapisanie się w historii i dokonanie pierwszych wejść na te szczyty, które dotąd opierają się zapędom wspinaczy. Wśród nich prym wiedzie Ostry Szczyt, zwany także Szpiczastym. Wydaje się nie do zdobycia. Wymarzony cel dla Karola, który szczególnie upodobał sobie dokonywanie niemożliwego...

Ku wielkiemu zaskoczeniu od początku naszej podróży przez bohaterski świat taterników zamiast wielkich herosów spotykamy postaci rażące kalectwem swoich charakterów. Konkurujący ze sobą taternicy obrzucają się bluzgami i szyderstwami, w pogoni za sławą dopuszczają się fałszerstw, robiąc to przy współudziale przewodnika, który okłamuje swoich klientów i na oczach pewnej nazbyt żarłocznej rodzinki. A wszystko to po to, aby zaimponować kobiecie, która jest łatwiejsza niż droga do Morskiego Oka, a drzwi swojej sypialni otwiera częściej niż otwierają się wagoniki kolejki na Kasprowy.

Powieść jednak jest tak napisana, że do wszystkich tych postaci czytelnik w pewnym sensie odczuwa sympatię. Wszyscy oni są nieco pokraczni w swoich namiętnościach, wszyscy komiczni w swoich dążeniach. Większość z nich koniec końców okazuje się wcale nie taka zła, jak się wydawało.

Z czystym sumieniem mogę polecić „Carolusa Victora”. To „niepoważna” historia o rzeczach poważnych i jedyna w swoim rodzaju mieszanina fikcji i faktów historycznych. Każdy, kto kocha Tatry, powinien ją przeczytać. Uśmiechamy się, gdy czytamy o znanych nam tatrzańskich szczytach i przełęczach, a pomysłowość autora sprawi, że uśmiechniemy się jeszcze bardziej, gdy dowiemy się, co wymyślili główni bohaterowie...

Krzysztof Barcik

Fot. Krzysztof Dudzik / Wiki Commons

Oceń ten artykuł
0.00
0
Zaloguj się, by skomentować