Prawo zwyczajowe na wymarciu

środa, 08 lipiec 2015 12:42

Pakujesz plecak, zbierasz w jedno miejsce podstawowe rzeczy. Nie planujesz wydać dużo gotówki. Banknoty w portfelu pewnie się nie przydadzą. Czeka cię eksploracja, kontakt z dziką naturą. Prawda czy fikcja?

Zaplanuj, zarezerwuj, zapłać

Dawniej nie było wyboru. W odległych czasach, kiedy tylko pasterze i pionierscy przewodnicy znaczyli ślad w Tatrach, spało się na glebie. W kolibie, przy owcach, tam gdzie było wówczas najbezpieczniej. Pierwsze schronisko w polskich Tatrach wybudowano w XIX wieku. Mrugające z daleka światło okien budynku zwiastuje bezpieczeństwo, spokój i ciepło. Przekonał się o tym ten, komu przyszło szukać drogi powrotnej w złych warunkach, deszczu czy śniegu. Dzisiejsze Tatry dla ruchu turystycznego są znacznie bardziej przyjazne, oswojone, „przystosowane”. Miejsca dawniej dziewicze stają się coraz bardziej dostępne dla przypadkowego piechura, który myli park z lasem, Tatry z Gubałówką, a Park Narodowy z parkiem rozrywki. W schroniskach ludzi tyle, co pszczół w ulu. Bez dużo wcześniejszej rezerwacji zapomnij o łóżku, nie wszędzie dostępny jest też nocleg zastępczy w formie tak zwanej „gleby”. Wyjście w góry dla osoby poruszającej się chodnikiem turystycznym w dzisiejszych czasach nie staje się tylko wyjazdem w góry, ale ciągiem operacji prowadzących do zaplanowanego, legalnego, komfortowego poruszania się po „dzikim” terenie. Jeśli wszystko dzieje się zgodnie z prawem. Jeżeli nie – hulaj dusza, piekła nie ma, spray na głazach, piwo w reklamówce, impreza na fasiągu.

Zakazy i nakazy

Tatry nie są już dzikie, nie w miejscach, gdzie ruch turystyczny się korkuje, a ciszę zastępuje kłótnia o prawo do trzymania się łańcucha. Długie lata wdrażania regulacji i praw poruszania się po naszych górach przyzwyczaiły ludzi, że wszystkie sprawy należy regulować. Prawa zwyczajowe są dziś na wymarciu. Przeciętny człowiek chce mieć tak zwany „święty spokój” i wiedzieć co mu wolno, a czego nie. Turyści śmiecą, bo nie ma kosza na śmieci. A on „im się należy”. Zostawiają nieczystości w centralnych punktach szlaku, „bo nie ma toalety”. Chcą tablicy nad Morskim Okiem z napisem, że nie wolno się kąpać? Informacji, że szlak na Rysy jest trudny? Przecież świadomość specyfiki miejsca, w które się wybieramy powinno leżeć u podstaw planowania wyjazdu. Im więcej nakazów i zakazów się stosuje, tym bardziej poglądowa świadomość turystów, którzy będą oczekiwać INSTRUKCJI poruszania się po szlakach. W miejscach, gdzie ich nie będzie, zastosują się do swojego prawa „co nie jest zakazane, to jest dozwolone”.

Wszystko pod kontrolą

Tym bardziej dziwi fakt, że regulacja, system i limity wkradają się też w miejsca, gdzie prawa zwyczajowe są jednymi z najważniejszych, a ludzie poruszają się z pełną świadomością miejsca, w którym się znajdują. Wprowadzenie opłat i limitów wstępu na dany rejon wspinaczkowy wydają się być absurdem w sytuacji, gdy na Giewoncie, Rysach i Orlej Perci korkują się łańcuchy a akcja „Czyste Tatry” skutkuje worami śmieci, które przecież ktoś na tych szlakach pozostawił. Czy naprawdę chcemy, żeby ruch taternicki na każdym kawałku tatrzańskiej ziemi był kontrolowany? Jaka jest jego „szkodliwość” względem potężnego nawału zwykłych turystów poruszających się szlakami oznakowanymi? Gdzie są dzikie Tatry? Takie, do których należy się przygotować, dostosować, uszanować? Poznać ich prawo naturalne, które nie podlega limitowaniu, ale działa na czystych zasadach dostosowania się do natury i wykorzystywania własnych umiejętności?

Dziś już nie spakujesz plecaka i nie ruszysz przed siebie. Nie legalnie. Dzisiaj podróż w góry to inwestycja. Za pieniądze kupisz wszystko. Opiekę, instruktaż, prawo wstępu, nocleg, sanitariat, bezpieczeństwo, pożywienie, wodę. Tatry, kawałek po kawałku.

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
4.85
7
Zaloguj się, by skomentować