Dziwne ciało

niedziela, 24 sierpień 2014 23:19

Następnym razem, kiedy znajdziesz się na szlaku, rozejrzyj się dookoła. Bardzo wyraźnie. Przyjrzyj się otoczeniu i usłysz jak cisza zagłusza tętno życia, którym jesteśmy… my.

Wyobraźmy sobie spojrzenie na Tatry od góry, z dalekiej perspektywy. Rzut okiem zza chmur. I spróbujmy przyspieszyć czas, sprowokujmy w głowie osobliwy timelapse:  pomiędzy polanami, zboczami, wyraźnie ostrymi wierzchołkami; na graniach tętnią życiem arterie. Szlaki tworzą sieć, jak układ krwionośny. A życie, które pulsuje w tym dziwnym organizmie, to poruszający się człowiek. Turysta, wspinacz, masa ludzka.
 
Niektóre żyły są nabrzmiałe, szerokie. W najbardziej niedostępnych, górskich zakamarkach ledwo widać ruch drobnego, wątłego naczynia „krwionośnego”. To na pewno wspinacz pozostawia grawitację w tyle. Na najtrudniejszej drodze, z dala od głośnego tętna które daje poczucie bezpieczeństwa, ale też niepokoi swoją narastającą szybkością. Życie. Wszystko funkcjonuje jak należy.  Góry „są chodzone”.

Rzecz jasna, to nie człowiek nadał górom życie. Ten dziwaczny układ trudno nazwać nawet symbiozą. Odkąd pionierzy postawili swoje pierwsze kroki na dziewiczym wówczas terenie, rozpoczęła się dziwna relacja, gdzie jednak „górą tak czy siak są góry”. Tym niemniej życie, które tłoczy się w ramach ruchu turystycznego warte jest uwagi.

W najbardziej ogólnym, tak szerokim, jak to tylko możliwe  rozróżnieniu, wymienia się typy eksploracji gór: turystykę pieszą, trekking i wspinaczkę. Głównymi żyłami może poruszać się każdy. Tutaj nie potrzeba ponadprzeciętnej sprawności, panowania nad ciałem, umiejętności. Droga jest prosta, wokół widać innych ludzi. Czasem przysłaniają widok na „organizm górski” i można zapomnieć, gdzie tak naprawdę się znajduje czy o tym, że odkąd przekroczyło się próg gór, jest się trochę ich częścią. Nieuwaga kusi. Poruszamy się niemal w poziomie, jak rzeka, z głównym nurtem.
   
W boczne aorty nie trafiają już wszystkie cząsteczki ruchu. Po coraz bardziej krętych liniach nie każdy może się sprawnie poruszać. Potrzeba wytrzymałości, niektórzy mają ze sobą kije. Trekkingowe. Czasem jest trochę niebezpiecznie, cząsteczka-jednostka-człowiek musi się dostosować. Zmienić perspektywę poruszania się na bardziej pionową, iść pod górę. Nie każdy jest tak silny. Tym niemniej poruszając się w tym układzie mamy świadomość, że na szlaku jest wiele innych osób. Jego bieg jest nam znany co najmniej z przewodników. Kanały drogi są wyraźne, choć coraz węższe.
   
To jednak nic w porównaniu z szerokością najcieńszych naczyń. Tam puls jest ledwie wyczuwalny. Trudno dojrzeć, gdzie tak naprawdę one biegną, łatwo zboczyć w pustą przestrzeń. Przepaść. Tam docierają tylko jednostki specjalnie wytrenowane, zwinne, zdolne dać z siebie wszystko i przepychać niemal zrośnięte już naczynie. Dotrzeć tam, gdzie wydaje się to niemożliwe. Drobne, ale silne osoby nie tylko szybko przebyły główne arterie, ale też dostały się tam, gdzie mniej ruchliwych cząsteczek nie poniósłby prąd. Tam, razem z sobą przyniosły też życie.

 

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
5.00
5
Zaloguj się, by skomentować