„Nie wszyscy muszą chodzić po Tatrach”

poniedziałek, 18 sierpień 2014 15:07

Orla Perć jest ulubionym celem, poza Rysami rzecz jasna, większości turystów przyjeżdzających pod Tatry. Jest trudna, są łańcuchy, drabinki, wszystko co lubią szukający mocnych wrażeń.

Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o słynnej drabince na Kozią Przełęcz, o której słyszał chyba każdy, kto w swoich planach ma Orlą Perć. Pomimo, że dalszy odcinek - od Granatów do Krzyżnego jest niezwykle ciekawy, nie tylko widokowo, to owa drabinka i chęć zejścia nią na Kozia Przełęcz sprawia, że to właśnie na odcinku Zawrat – Kozi Wierch koncentruje się główny ruch na najtrudniejszym szlaku tatrzańskim.

Dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia,choć podejrzewam, że dlatego, że każdy w Polsce słyszał o Orlej Perci i zwyczajnie chce – musi ją przejść, bez względu na umiejętności.  Niestety ponad połowa osób, która porusza się Orlą Percią jest do takiej wycieczki nie przygotowana. Nie mówię tu już o obuwiu czy garderobie, lecz o umiejętnościach. Byłam wielokrotnie świadkiem tak skrajnie nieumiejętnego poruszania się w terenie wysokogórskim, paraliżu ze strachu, itp., że aż sama nie mogę uwierzyć, a przede wszystkim zrozumieć – po co?

Po co ci ludzie się tam wybierają, skoro dookoła jest tyle ciekawych szlaków, łatwiejszych, dlaczego ludzie nie wchodzą w góry stopniowo, tylko od razu chcą zdobywać „naj”?!  Tym bardziej, że maszerując w tak obleganym czasie z Klientami po Tarach Zachodnich nie spotykam prawie ludzi.
Niestety konsekwencją takiego nierozważnego działania są wypadki, w tym także śmiertelne. Jednak w sytuacji, kiedy apeluje się o rozwagę, podaje mnóstwo komunikatów ostrzegawczych, mało kto na to reaguje… (oczywiście nie wszyscy). Okres wakacji jest takim, w którym w Tatry przyjeżdża najwięcej nierozważnych turystów. W dobie tak łatwego dostępu do Internetu, wszelkiego rodzaju newsów, nie ma usprawiedliwienia. Można zadzwonić do TOPR, zapytać o warunki na szlaku czy podejrzeć kamerki internetowe, można także zadzwonić  do TPN, podejść do informacji turystycznej, a co równie ważne, kupić mapę i umieć z niej skorzystać, bo i to niestety (choć trudne do uwierzenia) jest problemem, czego wielokrotnie byłam świadkiem.
Ludzie są przeświadczeni, że ich to nie dotyczy, że ich to nie spotka.. a tak nie jest. W sytuacji, kiedy wracam z gór w okresie burzowym już przed dwunastą, wychodząc najczęściej w okolicy czwartej lub maksymalnie piątej, często ludzie zadają mi pytanie, widząc moją blachę przewodnicką, jak tam warunki wyżej. To niesamowite, ale kiedy odpowiadam, że bardzo kiepsko, już słychać burzę – idą…

Niedawno schodząc z Koziej Przełęczy z Klientami napotkałam grupę turystów, która z trzęsącymi się nogami nie umiała sobie poradzić na zejściu. Próbowałam im pomóc, choć wcale nie było to takie łatwe, ponieważ nie chcieli na to pozwolić. Już w łatwym terenie porozmawiałam z nimi sugerując, że może powinni mierzyć siły na zamiary. Niestety uznali, że poszło im świetnie i że nie mieli żadnych problemów i już zaczęli rozmyślać o kolejnym trudnym szlaku. Cóż, takich turystów jest całe mnóstwo. Stwarzają oni zagrożenie nie tylko dla siebie ale także dla innych.
Mogłabym napisać na ten temat długi elaborat, jednak w tym miejscu się zatrzymam.

Marzę o Tatrach, po których będą się poruszać ludzie pełni pasji i zrozumienia tego, co ich otacza, nie zaś tacy, którzy idą, żeby „zaliczyć” coś „naj” i zrobić sobie „ekstremalne” zdjęcia na FB. Marzę o Tatrach, po których chodzić będą rozważni ludzie i w końcu marzę o Tatrach, po których będą poruszać się ludzie wiedzący jak to robić, którym nie będzie trzeba tłumaczyć, że w Tatrach nie karmimy zwierząt, nie wyrzucamy śmieci w krzaki, a koszy nie ma przez wzgląd na zwierzęta… Że  nie zrywamy kwiatków, nie rozdeptujemy czego popadnie, nie łazimy tam, gdzie nie czujemy się na siłach, nie hałasujemy, itd. Taka wyliczanka jest bardzo długa.

Nie wszyscy muszą chodzić po Tatrach!

 

Ewelina Zwijacz-Kozica

Fot. Krzysztof Barcik

Oceń ten artykuł
4.80
41

11 komentarzy

  • Marek B. wtorek, 19 sierpień 2014 19:20 napisane przez Marek B.

    Nic mnie tak bardzo nie irytuje jak próba zabraniania lub ograniczania chodzenia Orlą Percią. Za chwilę ktoś wymyśli, że należy wynajmować licencjonowanego przewodnika lub zdawać płatny egzamin z umiejętności chodzenia po górach.
    A okaże się, że pomysł zgłosiło stowarzyszenie przewodników górskich... jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze :)
    A jeżeli ktoś przeliczy się z siłami lub dojdzie do wypadku na szlaku, to od tego jest TOPR aby udzielić pomocy. Uważam jednak, że pomoc TOPR-u powinna być płatna, tak jak na Słowacji. Tyle tylko, że turysta powinien mieć możliwość ubezpieczenia się za symboliczną złotówkę od ponoszenia kosztów takiej interwencji. Ale nic nie wymuszać, nie chce się ubezpieczyć - jego wola i jego ryzyko. TOPR nie powinien być bezpłatną taksówką na żądanie.

  • Ziomeczek wtorek, 19 sierpień 2014 09:33 napisane przez Ziomeczek

    @Ciakła Klucha, bardzo mądry ten faszysta mądrzejszy niż ty kiedykolwiek bedziesz. A tak przy okazji... co to demoty ?

  • Ciekła Klucha wtorek, 19 sierpień 2014 09:17 napisane przez Ciekła Klucha

    @Piotr Parzygnat. Cytuje Pan faszystę. Nie wiem, czy ma Pan tego świadomość. Pewnie nie, bo dla Pana to zauważone na demotach hasełko.

    Więc napiszę tyle: baran z Pana, nawet nie owca.

  • Magda Cydzik poniedziałek, 18 sierpień 2014 23:57 napisane przez Magda Cydzik

    Nie ma co się obrażać wzajemnie - bydło potrafi być również z innych części świata... Ale...Smutne jest, że ktoś kto wspina się z asekuracją większą lub mniejszą spotyka się z drwinami osób, które nawet nie wiedzą do czego służy ten "osprzęt"... Myślę, że wynika to z takiego myślenia jakie prezentuje komentujący Marcin Kęczkowski - czyli, że wszelkie uwagi na temat amatorów - potencjalnych samobójców - tzw. Turystów - odbierane są jako "wywyższanie się" i zamach na ich wolność tudzież "wolną wolę" w kwestii pozbawienia się zdrowia lub Życia. A jeśli takiej "osobistości" uwagę zwraca ktoś, kto ma choć podstawowy sprzęt asekuracyjny to może zostać uznany za "gadżeciaża", bo skoro ten lub inny, kolejny, niedzielny/ weekendowy "turysta" daje radę w markowych, górskich Adidasach lub "najkach" lub jeszcze innych wyślizganych trampelówach, to dlaczego ktoś inny korzystając ze swojej zaje...tej wolnej woli nie może używać swoich górskich sprzętów nie narażając się na dziwnej treści uwagi? A jeszcze poza tym, to uwagi takie puszczamy mimo uszu i nas nic nie gniecie, a mówcą myśli, że strasznie z niego dowcipny koleś/ kolesiówa jest. I na tym "zakańczam" swą wypowiedź w temacie baranów zamiast kozic w Tatrach ;).

  • Bob poniedziałek, 18 sierpień 2014 23:38 napisane przez Bob

    "Mogłabym napisać na ten temat długi elaborat, jednak w tym miejscu się zatrzymam." - nasze i Pani szczęście. Proponuję popracować nad składnią i interpunkcją a później dokładnie pomyśleć co Pani chce przekazać. Tezy przez Panią stawiane (momentami infantylne) bronią się same i szkoda czasu na "elaboraty". Jeżeli ma Pani przysłowiowy (z Góry przepraszam za wulgaryzm) "ból dupy" proszę pobawić się w taternictwo, może bardziej zrozumie Pani Góry a i może troszkę bardziej Tatry. Dojrzałości i rozsądku życzę, pozdrawiam.

  • Majka poniedziałek, 18 sierpień 2014 22:43 napisane przez Majka

    byłam w tym roku w górach i przeszłam Czerwone Wierchy. Coś niesamowitego. Bardzo bym chciała iść kiedyś w Tatry Wysokie ale czuje że jeszcze długa droga przede mną żeby poprawić kondycję i popróbować swoje możliwości na łagodnych szlakach. Orlą Perć zostawię sobie na sam koniec.

  • Trubadur poniedziałek, 18 sierpień 2014 22:06 napisane przez Trubadur

    Panie Bartezz....Spokuj i kultura...Bydło z Polski...bez komentarza

  • piesza turystka poniedziałek, 18 sierpień 2014 21:37 napisane przez piesza turystka

    Artykuł bardzo słuszny, może trochę mrzonka ale bardzo przyjemna :)

    W każdym razie natchnął mnie do opowiedzenia mojej mini historii sprzed dwóch tygodni.
    W Tatrach (w górach, nie pod nimi) byłam w tym roku trzeci raz. Już podczas pierwszej wycieczki 3 lata temu ogromnie mnie zafascynowały. Zaczynając od ładnych, widokowych szlaków w zachodnich poprzez pierwszą przymiarkę do łańcuchów na Giewoncie, pierwsze ekspozycje i sople na nosie, pierwszego roku przeszłam przez Rysy oraz wdrapałam się na Kościelec. Z pokorą w sercu nabierałam wprawy i nigdy nie czułam się niepewna własnych ruchów. Wnioskowałam więc, że taki rodzaj turystyki jest jak najbardziej dla mnie.

    W zeszłym roku wybraliśmy się na wycieczkę od przełęczy Krzyżne po Zadni Granat. Wprawdzie nie jestem z tych, którzy przechadzają się po Orlej jak kozice i na jednym wdechu ale czułam się swobodnie i dobrze. Po drugim roku nieschodzonych Tatr zostało niewiele, toteż na obecny rok plany były już całkiem ścisłe.
    Niestety, wszystko zepsuła pogoda. Po przyjeździe okazało się, że niedziela ma być piękna, pod wieczór pogoda ma się zepsuć. Za to kolejne okno pogodowe nie wiadomo kiedy i czy w ogóle. Można to sobie wyobrazić, człowiek czeka na to cały rok.. Bez dłuższego namysłu pomaszerowaliśmy na Orlą od strony Zawratu. Wyjście o 3 rano i z czołówkami przez Jaworzynkę. Kondycyjnie byłam dobrze przygotowana więc nie obawiałam się niczego prócz ew. załamania pogody.
    Gdy tylko postawiłam nogę na szlaku Orlej Perci coś we mnie pękło. Poczułam straszny niepokój. Do tej pory nie wiem jak to opisać, to tak jakby "usłyszeć brzękanie haków Mieczysława Świerza na Kościelcu".. Na pierwszych trzech metrach miałam problem z postawieniem stopy i ogarnął mnie lęk. Postanowiłam przejść w bezpieczne miejsce i się uspokoić.
    Oczywiście poszliśmy dalej, nie chcieliśmy dać się zmanipulować być może wyimaginowanym emocjom.. Na Honoratce poczułam, że dochodzę do siebie, ale to było tylko chwilowe, sęk w tym, że już nie było odwrotu.
    Nic się wtedy nie stało, oprócz tego, że płakałam schodząc po drabince. Nogi mi drżały i wtedy i na każdej kolejnej klamrze, nawet na zwykłym płaskim przejściu bez utrudnień. W okolicach żlebu Kulczyckiego (akurat tam!) zerwał się wiatr więc stanowczo powiedziałam, schodzimy. Inni poszli na Granaty choć zaczynało już kropić. Pewien chłopak idąc z dwójką kolegów i koleżanką chciał schodzić ponieważ jak stwierdził "ma śliskie buty" ale przodownik grupy wyparł jego obawy głośnym śmiechem jakby chciał go upokorzyć przed koleżanką jakim to nie jest cieniasem.
    Podczas schodzenia złapał nas i deszcz i grad, na szczęście nie był na tyle intensywny żebyśmy musieli go przeczekiwać gdyż w oddali niebo niebezpiecznie pociemniało. Kto schodził żlebem Kulczyckiego może sobie wyobrazić te mokre skały. Gdy stanęliśmy u jego podnóża w okolicach Koziego Wierchu słychać już było grzmoty i rozpadało się na dobre.

    Wniosek jest taki: owa wycieczka "poryła" mi głowę na długi czas. Wszystko przez to, że nie dałam sobie czasu na ponowne oswojenie się z górską potęgą. Orla Perć jest piękna i nie dziwię się ludziom, że chcą tam być. Najważniejszym jest umieć czytać samego siebie.
    W tym roku odwiedziłam również przełęcz pod Chłopkiem, dopiero podczas schodzenia poczułam się tak dobrze jak dawniej i nabrałam powietrza pełną piersią. Nie zamierzam "nie chodzić po górach" ;)

  • Krosines poniedziałek, 18 sierpień 2014 21:37 napisane przez Krosines

    Nie rozumiem ludzi, którzy w górach byli raz czy dwa i już się porywają na Orlą Perć czy Rysy... Jest tyle pięknych miejsc, łatwiejszych dla początkujących, a widoki wcale nie mniej atrakcyjne. Moje pierwsze wyprawy to była Sarnia Skałka, Czarny Staw Gąsienicowy, Kasprowy. Niektórzy mogą powiedzieć, żę co to jest.. Ale dla mnie te 'zdobyte' miejsca już dawały wielką frajdę, widoki niesamowite jak na pierwsze wyjścia w góry i przede wszystkim to, że jak zaczyna się od mniejszych gór, to zostaje ten niedosyt, żeby wrócić za rok, później kolejne lata i powoli zdobywać co raz większe szczyty. A jak od razu pójdzie się na te Rysy czy Orlą Perć to już później nie jest tak samo, nie ma tego, że na koniec zostanie do zdobycia ten najwyższy szczyt. No i przede wszystkim zaczynając od mniejszych górek zdobywa się doświadczenie i poznaje się możliwości swojego organizmu.

  • Tomasz Leśniak poniedziałek, 18 sierpień 2014 21:14 napisane przez Tomasz Leśniak

    Stuprocentowa racja!! Niech Pani się zajmie też meleksami do morskiegio... Moim zdaniem to wpisuje się idealnie w Pani tezę.

Zaloguj się, by skomentować