Co z tymi końmi?

poniedziałek, 11 sierpień 2014 17:12

Jak co roku w sezonie letnim konie ciągnące fasiągi w stronę Morskiego Oka i z powrotem, pracują na pełnych obrotach. Jak co roku zdarzają się wypadki. Jak zawsze towarzyszy im oburzenie części turystów i środowisk zajmujących się ochroną zwierząt.

Za każdym razem schemat jest taki sam: wypadek konia, informacja w mediach, kontrola TPN, która nie wykazuje nieprawidłowości lub w najgorszym przypadku kończy się karą dla fiakra, a wreszcie tysiące komentarzy – głównie w Internecie – przesączonych nie tylko, co zrozumiałe, współczuciem dla zwierząt, ale i agresją skierowaną przeciwko fiakrom i turystom korzystającym z fasiągów. Patrzącemu z boku od razu nasuwa się pytanie: gdzie w tym całym zamieszaniu jest prawda?

Kilka słów ode mnie. Muszę przyznać, że podobnie jak zdecydowana większość naszych fanów nie rozumiem, co w podróży fasiągiem akurat po tej drodze widzą niekończące się tłumy. Do Morskiego Oka niedaleko, a wycieczka „na pace” wcale nie najtańsza i wcale nie tak dalece bardziej komfortowa niż spacer. Z drugiej jednak strony tak zwana turystyka festynowa jest częścią turystyki tatrzańskiej. Nie każdy „czuje” góry, a każdy ma prawo je odwiedzać. Naturalną rzeczą jest zatem pojawianie się w górach osób, które nie rozumieją, jak w ogóle może się komukolwiek chcieć wyłazić na nogach, skoro to takie męczące. Póki jadą do Morskiego Oka – pół biedy, gorzej, gdy w trampkach atakują Orlą Perć. To po pierwsze.

Po drugie, niewątpliwie dla zwierząt kilkaset metrów przewyższenia z kilkunastoma, często otyłymi osobami, jest sporym wysiłkiem. Na pewno może to powodować negatywne skutki. Z drugiej jednak strony transport konny do Morskiego Oka objęty jest regulacjami, które dodatkowo w miarę upływu czasu są coraz bardziej restrykcyjne. Konie są zwierzętami pociągowymi od wielu stuleci. Nikt nie podnosi larum w sprawie organizowanych zimą pod Tatrami kuligów, w czasie których zwierzęta również podejmują gigantyczny wysiłek.

Po trzecie, wśród turystów utarł się stereotypowy wizerunek górala „łasego na dutki”, który jest w stanie „zajechać” na śmierć swojego konia, byleby zarobić jak najwięcej. Oczywiście, zdarzają się tacy i takich niewątpliwie należy eliminować ze środowiska. Z drugiej strony, górale z tego żyją. Spójrzmy zatem w lustro. Jak wiele jesteś w stanie poświęcić, żeby zapewnić godne życie swojej rodzinie? Czy i Ty przypadkiem nie bywasz „łasy na dutki”, gdy one pojawią się w Twoim zasięgu? Inna sprawa, że wielu górali nie wpisuje się w ten wizerunek. Wielu górali kocha i dba o swoje zwierzęta.

Żeby była jasność w temacie – nie próbuję usprawiedliwiać wykorzystywania zwierząt. Żal mi jest tych koni. Nie rozumiem, po co jechać fasiągiem. Osobiście nie muszę iść na nogach, ale wolałbym, gdyby były tam rowery. Trzeba spojrzeć jednak szerzej. Podhale to region turystyczny. Region, który musi się rozwijać, żeby sprostać wymogom rynku. Prawda jest zatem taka, że nie możemy sobie pozwolić na „wyproszenie” z Podtatrza „klapkowiczów” tylko po to, żeby koniom było lżej. Bo wszyscy na tym stracimy.

Co zatem robić? To oczywiste. Szukać kompromisów. Zainteresowane strony powinny ze sobą rozmawiać, zamiast traktować się jak wrogów. Tatry należą bowiem do nas wszystkich. Do fiakrów też.

 

Krzysztof Barcik

Fot. Krzysztof Barcik

Oceń ten artykuł
4.30
12

2 komentarzy

  • Marcin Palka środa, 13 sierpień 2014 14:09 napisane przez Marcin Palka

    Świnia dla mięsa, wołowina dla szaleństwa, III filar dla społeczeństwa... Biedny koń musi ciągnąć- taki jego los. I ciężko to zmienić bo akurat w takim miejscu jak droga na Moko jest to poparte wieloma aspektami (w polu szybciej orze traktor, w kopalni też już mamy kolejki i prąd, a na dzikim zachodzie dyliżanse już dawno stały się przeżytkiem) bo na dole i na górze tam gdzie konie zawracają ładnie to wygląda (koń, góry, przebrany za górala biznesmen, fajna bryczka) nic tylko cyknąć se fotkę z góralską kultura i pięknie jest. W dodatku konie są "eko", można szybciej, łatwiej- szczególnie jeśli chodzi o ludzi starszych, tych niepełnosprawnych i dotkniętych innymi niesprawiedliwościami losu- ojjjjj co ja głuptas plotę... przecież na ten wóz o wyjątkowo głupiej nazwie wózek inwalidzki się nie mieści, ludzi z zespołem Toureta też nikt nie zabierze no bo konia spłoszą, z emerytami i starszymi naszego społeczeństwa przynajmniej nie ma problemu... dobrze że w ogóle było ich stać na taki wyjazd... Ironia losu. No to ładować po 14 zdrowych, zamożnych i leniwych osób...
    Dlaczego nie idzie zrobić 2 takich fasiągów dla niepełnosprawnych, przystosowanych pod wózki inwalidzkie? Czemu nie ma zniżki dla rencistów, niech jadą- po to są konie- niech ich ciągną... I niech ciągną tam dalej wszystkich- każdego kto chce ale na 6cio osobowej bryczce takiej jak w Kościeliskiej czy Chochołowskiej- a nie takim autobusem na dyszlu...
    Taka moje refleksja...

  • Aleksandra Biela poniedziałek, 11 sierpień 2014 21:25 napisane przez Aleksandra Biela

    myślę,że trzeba te biedne konie po prostu odciążyć.Sama bryczka waży jak dobrze pamiętam około tony plus turyści i ich plecaki.dlaczego w Kościeliskiej o wiele mniejszą bryczkę i góra czterech turystów mogą też ciągnać dwa konie,a w drodze do MOKa tak się je zamęcza?to widać gołym okiem!!!nienawidzę tej asfaltowej drogi,bo zabiera całą radość wedrowania.

Zaloguj się, by skomentować