Tatrzańskie stereotypy

poniedziałek, 28 lipiec 2014 14:42

Łatwo oceniamy innych. Zwłaszcza obcych, o których nie wiemy nic poza szczegółem, który zwrócił naszą uwagę. Tak powstają stereotypy. Dotarły one także w Tatry. Dziś rozprawimy się z niektórymi z nich.

Stereotyp to pewne uproszczone stwierdzenie na temat otaczającej nas rzeczywistości. Stereotypy zawsze zawierają ziarno prawdy, jednakże najczęściej owo uproszczone myślenie deformuje rzeczywisty obraz. Tatry odwiedzają 3 miliony ludzi rocznie. Bardzo różnych ludzi. Jest to doskonałe pole do konstrukcji sądów nie zawsze zgodnych z rzeczywistością. Oto niektóre z nich.

Każdy wypadek to wina człowieka, który idzie w góry nieprzygotowany, bez wiedzy, sprzętu i rozeznania w terenie. – Owszem, bardzo często mamy do czynienia z wypadkami na własne życzenie, a tatrzańscy turyści co roku prześcigają się w bezmyślnych zachowaniach. Zanim jednak skomentujesz artykuł o wypadku w górach, obrażając osobę, która mu uległa, poczekaj na informacje o jego przyczynie. W Tatrach zginęło wielu doświadczonych i doskonale przygotowanych turystów i wspinaczy – tzw. profesjonaliści ginęli też w łatwym terenie i nie popełniając żadnego błędu. Czasem można mieć po prostu pecha.

Wyjazd kolejką na Kasprowy świadczy o lenistwie, a prawdziwy turysta zawsze wszędzie chodzi piechotą. – Zastanawialiście się kiedyś, ilu w kolejce na Kasprowy jest doświadczonych turystów, którzy mają na koncie ambitne przejścia? Żadnego? A ci, którzy jadą, żeby pokazać swoim mniej sprawnym znajomym ziemię, którą kochają? A ci, którzy traktują Kasprowy jako punkt początkowy wyprawy na Orlą Perć i chcą oszczędzić trochę czasu i sił? No właśnie. A przykłady można mnożyć.

Drogi sprzęt świadczy o dużych umiejętnościach turysty. Dżinsy świadczą o byciu tzw. Januszem. – Czy każdy z Was od początku swojej przygody z Tatrami miał na sobie drogie ubrania i sprzęt? 90% z nas na pierwszą wyprawę, zapewne nad Morskie Oko, poszła w dżinsach i w adidasach. Naprawdę nie pamiętasz już, kiedy kupiłeś sobie pierwsze porządniejsze buty? Ile wypraw miałeś wtedy na koncie?

Wyprawa w takie miejsca jak Giewont czy Morskie Oko, które odwiedzają tłumy turystów, to „obciach” dla „prawdziwego taternika”. – Lubię wracać na Giewont. To jedna z piękniejszych tatrzańskich gór. Owszem, lepiej iść wczesnym rankiem lub jesienią, gdy ludzi jest mniej, jednakże sam fakt zorganizowania wycieczki na Giewont nie musi być powodem do wstydu. Jeśli kochasz Tatry, to kochasz również Morskie Oko. A że tłumy? To gdzie mają się ci wszyscy początkujący podziać? Naprawdę wolałbyś ich widzieć gdzieś indziej, np. w Twoim ulubionym, cichym zakątku Tatr?

I tak dalej, i tak dalej. Stereotypy można mnożyć. Portal Tatrzański powstał także po to, aby stworzyć tu społeczność turystów tatrzańskich, z której nikt nie będzie wykluczany. Pisaliśmy, piszemy i pisać będziemy także dla tych, którzy w dżinsach, wizytując Rusinową Polanę, rozpoczynają swoją przygodę z Tatrami, aby zakochać się w nich na dobre i za kilka lat „zawisnąć” nad przepaścią na Orlej Perci w drogich butach i kurtce z Gore-Texem. My też tak zaczynaliśmy…

Krzysztof Barcik

Fot. Krzysztof Barcik

Oceń ten artykuł
4.80
95

7 komentarzy

  • tatro poniedziałek, 29 grudzień 2014 17:30 napisane przez tatro

    Mój komentarz jest tu:

    http://tatro.blog.onet.pl/2014/07/30/jak-nie-zrobic-z-siebie-idioty-na-szlaku-w-tatrach/

  • Ula56 wtorek, 12 sierpień 2014 09:19 napisane przez Ula56

    Panie Krzysztofie, szanowni Państwo- też nieraz krytykuję w duchu tych "dziwnie ubranych" ludzi maszerujących do Morskiego Oka.... ale :
    Pamiętajmy o tym, że masę ludzi dziś nie ma pieniędzy na strój, buty, a też chcą zobaczyć, pójść, zrobić zdjęcie. Często maja na sobie tanie ubrania z wyprzedaży.
    Ale są, idą, niosą dziecko, bo chcą mu pokazać piękne miejsce, bo chcą ponieść trud spaceru, bo chcą wolny czas spędzić w Tatrach. To jest ważne.
    Może pochodzą z domów, gdzie nikt im tego nie pokazał, nie opowiedział o górach, nie dał im grosza na wypoczynek. Tak też spójrzmy na "PSEUDOTURYSTÓW" zanim okażemy im pogardę. Ja tylko bym chciała, żeby nie zaśmiecali szlaków pustymi butelkami po napojach czy chusteczkami higienicznymi porzuconymi na ziemię. A jak ich spotkamy, to potraktujmy jak przyjaciół. Ze zrozumieniem. Pozdrawiam.

  • Majka sobota, 02 sierpień 2014 11:25 napisane przez Majka

    Po kilku godzinach chodzenia po Czerwonych Wierchach, mając przed sobą jeszcze ponad godzinny powrót Doliną Kościelską ze Schroniska Ornak do Kir przebrałam sobie górskie buty na białe trampki:) Zapaleńcy, którzy szli do schroniska na noc patrzyli na mnie z lekką pogardą:) Nie wiem czy przez te trampki czy może przez moją wymęczoną twarz- może myśleli że tak się zmęczyłam prostym szlakiem do Ornaku.

  • jejekarp wtorek, 29 lipiec 2014 12:14 napisane przez jejekarp

    No właśnie, chociaż ja akurat się wychowałem na drogim sprzęcie. Ale raz np. na Krzyżnym (nie wiem czy dobrze napisałem :D) o godz. 18:00 widziałem super siostrę zakonną, która szła na Orlą (najbliższe zejście przypominam dopiero na Granatach) w adidasach i z plecakiem szkolnym (nie mówię już o habicie). Morął z tego taki, że trzeba po prostu rozumnie dostosować trasę do swoich możliwości, a nie "jeździć palcem po mapie".

  • Ola wtorek, 29 lipiec 2014 10:07 napisane przez Ola

    uwazam ze macie racje, nie trzeba byc poubieranym od stop do głow w najlepsze marki by chodzic po górach aczkolwiek buty na prawde by sie przydały jesli juz wchodzimy na szlak. Ja sama pierwszy raz jak poszlan na Pilsko to w adidasach i bez kurtki po przeciez bylo cieplo... hehe to nic ze na gorze wialo i prawie byl deszcz. No ale troche madrosci nabiera sie z czasem mimo to klapki, szpilki i torebeczki na prawde zostawilabym w domu i tu nie trzeba byc wytrawnym turysa zeby o tym wiedziec.

  • agmo poniedziałek, 28 lipiec 2014 20:48 napisane przez agmo

    Właśnie, stereotypy pobudzają dyskusję. Dżinsy, to wcale nic złego, są lepsze wdzianka ale i tak najważniejsze są buty, a w zimie to jeszcze co pod nimi, to stopy wszystko to niosą !!!
    Pewnie, że dobrze mieć na sobie jakieś 5-6 tys. zł ale to i tak nie zapewnia przeżycia - centrum sterowania zwykle jest na koncu szyi i bez takiej kasy da się przyjemnie obserwować piękno Tatr nawet z dość dużej wysokości i to nawet zimą.
    Pozdrawiam

  • bzyk62 poniedziałek, 28 lipiec 2014 15:50 napisane przez bzyk62

    Święte słowa,
    zaczynałem w 1978, na wycieczce szkolnej. Po dojściu do z Kuźnic do Murowańca połowa klasy jarała szlugi w krzakach. To był początek kariery - z przymusu. W 1990 zapylałem po Giewoncie i Czerwonych Wierchach w adidasach i ortalionie. W 1992 kupiłem pierwsze buty - Aigle. No itd., itd. W międzyczasie "zarazilłem" syna, straciłem najlepszego kolegę (nie w górach), który mnie pociągnął w Tatry... Obecnie, ja i mój syn jesteśmy już po małej złotej GOT, mamy zrobione po ok. 1000 km w Tatrach, Z Korony Gór został nam już tylko diamencik (Rysy, byłem już nieraz, ale syn był za młody). Proszę, uwierzcie mi, bardzo często cisną się na usta komentarze w sprawie "stereotypów", ale, właśnie, kto był od razu "first class", niech rzuci kamieniem (broń Boże nie w Tatrach ;)). Nie uważam się za jakiegoś "miszcza" ale lata obcowania z górami robią swoje. Dlatego bardzo często na szlaku pomagam, a nie kpię. Jeśli nie słuchają, nie chcą np. zawrócić - sorry, każdy ma swój rozum.
    A wracając do moich osiągnięć: poza wszystkimi odznakami, blaszkami - Wierchcicha, Tomanowa, widoki ze szczytów na Orlej, cisza pod Chłopkiem, marsjański krajobraz na Wrotach - nieocenione.
    Pozdrawiam, Jacek Bąkowski, Warszawa

Zaloguj się, by skomentować