Czy ludzie muszą ginąć w górach?

poniedziałek, 07 lipiec 2014 13:57

Rozpoczęło się kolejne lato i znów mamy czarną serię wypadków śmiertelnych. Tym razem tragiczne żniwo zbierają głównie Rysy. Takie sytuacje zawsze rodzą mnóstwo pytań. Jedno z nich brzmi: czy ludzie muszą ginąć w górach?

Odpowiedź w tym przypadku nie jest prosta, tak jak nie jest prosta natura gór i charakter relacji między nimi a człowiekiem. Wypadałoby powiedzieć, że ludzie muszą i nie muszą ginąć w górach. Warto przyjrzeć się obydwu aspektom.

Muszą ginąć w ujęciu generalnym. Zawsze ginęli. Taka jest natura tego miejsca. Człowiek wchodząc w bliski kontakt z Tatrami zazwyczaj poszukuje nie tylko piękna, ale także ryzyka, które z kolei rodzi sukces. Szlaki często prowadzą trudnym terenem. W Tatrach nie brak miejsc, w których jeden „fałszywy” ruch kończy się tragicznie. Gdy dołożymy do tego warunki pogodowe, których zmienność i nieprzewidywalność jest częścią górskiej natury, stanie się oczywiste, że nawet ze zwykłej statystyki, ze zwykłego rachunku prawdopodobieństwa musi wynikać, że ktoś w górach zginąć powinien.

Kiedyś zetknąłem się z taką statystyką. Nie wiem, na ile była ona realna, ale ponoć autor obliczył, że średnio raz na 10000 wyjść w Tatry giniesz. Prawdopodobieństwo rzędu 0,0001 jest więc śmiesznie małe w porównaniu do np. liczby wypadków śmiertelnych na drodze czy choćby nawet podczas wakacyjnych kąpieli nad morzem. Mimo tego o Tatrach krążą demonizujące opinie. Dlaczego? Dwustumetrowy upadek w dół jest dużo bardziej spektakularny, częściej pojawia się w mediach, bardziej działa na wyobraźnię.

Skoro jednak prawdopodobieństwo jest tak małe, to pojawić musi się pytanie: dlaczego on? Dlaczego ona? Dlaczego teraz? I tutaj dochodzimy do drugiej części odpowiedzi na problem postawiony na początku. Otóż nie, ludzie nie muszą ginąć w górach. W ujęciu wąskim. W konkretnym przypadku. Zawsze przecież jest tak, że do tego jednego, konkretnego zdarzenia nie musiało dojść.

Jak wykazują statystyki, przyczyną większości wypadków jest błąd ludzki. Czasem ten błąd jest niewielki – ot, źle postawiona noga, niepewnie chwycony łańcuch. Czasem tragedia rozpoczyna się na długo przed upadkiem, jeszcze pod schroniskiem czy na górnej stacji kolejki na Kasprowy, gdy „wyposażony” w adidasy i dżinsy „turysta” postanawia zaatakować ośnieżone stoki Rysów czy innej Świnicy. Efekt jednak zawsze jest taki sam. Góry nie pytają o wiek, płeć, doświadczenie…

Jak więc zachować się wobec powtarzających się informacji o wypadkach? Ja wybrałem chyba myślenie kompromisowe – jak zawsze. Jestem świadomy tego, że za którymś razem może stać się coś złego i z Tatr nie wrócę. Jestem jednak pełen determinacji i koncentracji, aby do tego na szlaku nie dopuścić…

 

Krzysztof Barcik

Fot. Krzysztof Barcik

Oceń ten artykuł
4.80
18
Zaloguj się, by skomentować