Powiedz, gdzie jesteś?

poniedziałek, 26 maj 2014 10:13

Jest już wieczór. Udało ci się zamknąć wielogodzinną wędrówkę przez zapadnięciem ciemności. Pogoda się załamała, ale dotarłeś do schroniska. Czy ktoś wie, gdzie jesteś?

W schronisku jesteś już bezpieczny. Możesz odpocząć, napić się herbaty, piwa. Posłuchać górskich opowieści, pogadać, wreszcie wyłożyć się na śpiworze i zebrać energię na kolejny dzień. Pomyśl jednak, co stałoby się gdybyś nie zdążył? Gdyby zabrakło ci światła, zabłądziłbyś, osłabł. Jeżeli nikt z rodziny czy znajomych nie wie, gdzie jesteś, to niedobrze. Naprawdę niedobrze.
 
Nawet, gdy jesteś pewny swojego bezpieczeństwa, na czas wędrówki wynajmij sobie „anioła stróża”. Kogoś, kto będzie śledził na odległość twoje kroki. Bo bezpieczeństwo wcale nie jest tak pewne ciebie. Pierwszą wymówką turysty jest powtarzany frazes: „nie mówię, gdzie idę, żeby się nie martwili”. Nie ma jednak nic bardziej niepokojącego niż brak informacji. W tym miejscu wrócę do kilku wydarzeń, które miały miejsce w ciągu ostatnich miesięcy.

 Godzina 21, zimowy wieczór. Na jednym z internetowych forów górskich dziewczyna zamieszcza prowokujący tekst: „wszyscy jesteście bandą egoistów!” Co tu mówić, co odpowiedzieć. Najrozsądniej jest nie mówić nic. Kontekst sprawy rozjaśnił się kilka godzin później, gdy chłopak zdesperowanej dziewczyny napisał, by nie osądzać jej słów. Wybrał się z kolegą na bardzo trudne wejście, nie odzywał się do późnych godzin nocnych. Czy kogoś nadal dziwi reakcja dziewczyny?

Idę sama zimą do schroniska w D5SP. Taka sobie krótka, zwyczajna trasa. Wieje mocniej, niż miało. Dużo mocniej, to już chyba halny, który miał nadejść dopiero jutro. Niebo jest już szare i z podmuchami, które mają siłę by przeważać nad ciężarem mojego ciała, tworzą nieprzyjemną aurę. Ale z daleka majaczy już światło schroniska, planowo, zgodnie z zakładanym czasem jestem na miejscu. Kompletnie nie ma zasięgu, nie da się połączyć z Internetem. To krótka droga, nikomu nie powiedziałam, o której zamierzam być w schronisku, nikt nie wie, że już dotarłam, nie ma ze mną kontaktu. Błąd.
 
Młody chłopak wyszedł przejść się w góry. Dokładnie tak to zresztą ujął: „idę przejść się w góry”. Gdzie? Ano w Tatry. Po prostu. Nie wrócił na noc. Nie odzywa się. Komórka milczy, nie da się jej namierzyć, bo wyładowana. Gdzie go szukać? Nie wiedzą ani ratownicy TOPR, ani rodzina. Akcja poszerza swój zasięg, już wszyscy włączają się w poszukiwania. Następnego dnia okazuje się, że chłopak nie żyje. Nikt nie wie, czy wcześniejsze odnalezienie i pomoc coś by zmieniła. Prawdopodobnie nie. Tylko że nie zawsze tak bywa. Może dojść do sytuacji, kiedy na pomoc oczekujemy, ale ona nie nadchodzi, bo skąd. Kto wie, gdzie teraz jesteś? 
   
Złoty środek, to nie tylko zasięg w telefonie i naładowana bateria. To plan. Niech choć jedna osoba wie, na jaki szlak się wybierasz; jakie zakładasz alternatywy. Ile czasu zajmie ci dotarcie do punktu docelowego. Napisz, gdy ze względu na warunki modyfikujesz wybraną drogę. Wyznacz „godzinę zero”, do której powinieneś na pewno się odezwać. Jeżeli tego nie zrobisz, twój „anioł stróż” przejmuje stery. Może zadzwonić do schroniska, w którym miałeś nocować, ewentualnego towarzysza podróży. Upewnić się że jesteś bezpieczny. Ostatecznie, może zawiadomić TOPR gdzie możesz być. To ważne i proste. Po prostu powiedz komuś, gdzie jesteś. 

 

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
4.65
12

1 komentarz

  • Majka sobota, 02 sierpień 2014 12:55 napisane przez Majka

    Święta racja! Wstyd się przyznać ale chcieliśmy się z chłopakiem po prostu przejść na Iwaniacką Przełęcz a potem jakimś szlakiem do Chochołowskiej. W ostatnim momencie podjęliśmy decyzję że idziemy jeszcze na Ornak. Dotarliśmy i postanowiliśmy iść dalej przez Siwe Skały. Zgubiliśmy szlak, zaczęliśmy schodzić chyba od złej strony ale w końcu dotarło do nas że to nie ścieżka. Już był lekki stres a na dodatek przyszła burza. Nikt oczywiście nie wiedział gdzie byliśmy i że w ogóle wybraliśmy się w góry. Trzeba było szybko wracać a ponieważ mam słabą kondycję prawie się popłakałam jak trzeba było uciekać chwilę pod górę. Potem w dół nie było lepiej bo kolana bolały niemiłosiernie. Na zawsze zapamiętam sobie tą nauczkę i już zawsze będę informować kogoś o tym gdzie mam zamiar iść w górach i jakim szlakiem.

Zaloguj się, by skomentować