Wychodzą, żeby już nie wrócić

poniedziałek, 17 luty 2014 09:00

Powodów, dla których ludzie chodzą po górach jest wiele. Choć wędrówka, szczyty, satysfakcja i wrażenia estetyczne niezmiennie przyciągają, niektórzy nie podzielili kluczowej intencji, jaką dla ludzi chodzących po górach jest bezpieczny powrót do domu.

Śmierć w górach

Każde tragiczne wydarzenie w górach jest w pewien sposób wstrząsające. Powoduje falę komentarzy, dyskusje na temat samej racjonalności uprawiania turystyki wysokogórskiej, wystawiania swojego zdrowia i życia na ryzyko. Oceny. Często bezceremonialne oskarżenia o „głupotę”, podczas gdy racja dryfuje gdzieś, gdzie jedynymi świadkami wydarzenia jest często tylko człowiek i jego własna śmierć.

Zwykle możemy mówić o nieszczęśliwych wypadkach. Jak powiedziała kiedyś Wanda Rutkiewicz „ryzyko w górach zawiera w sobie możliwość śmierci. Bo góry, zwłaszcza te najwyższe, mogą być niebezpieczne. Ale nikt z alpinistów nie myśli o śmierci i tym bardziej nie idzie w góry po to by z nią igrać”. Dlatego właśnie tak smutne a zarazem irracjonalne jest to, że na tej arenie pięknych doznań, jaką stanowią góry, niektóry decydują się na ostatni akt życia – śmierć.

Samobójstwa w górach

Tematowi samobójstw w Tatrach bliżej przyjrzał się m.in. Zdzisław Ryn, ponadto tworząc publikację o takim samym tytule. Sprawą oczywistą jest, że trudno odwołać się do skali zjawiska, której nie da się ustalić z całkowitą pewnością. Spośród wypadków śmiertelnych, o samobójstwie świadczyć mogą niezbite dowody, takie jak znajdujący się przy ciele list, zeznania świadków czy ostentacyjna informacja ze strony targającego się na życie. O części samobójstw świat i bliscy umarłych nie dowiedzą się nigdy.

Ryn podaje do informacji, że w przedziale czasowym od 1945 roku do 1969 r., w Tatrach Polskich odnotowano aż 12 samobójstw (8 kobiet i 4 mężczyzn), w tym przewagę liczebną nad usiłowanymi stanowią samobójstwa dokonane. W jego publikacji uderza wysoki odsetek samobójstw dokonanych w porównaniu z usiłowanymi. Na każde dokonane przypada ok. 8-11 usiłowań odebrania sobie życia. Współczesnej skali może lepiej się nie przyglądać.

Tragizm samego zjawiska samobójstw w górach obrazuje np. przykład z 2005 roku, wybrany przez dziennikarkę Agnieszkę Szymaszek: „Jest rok 2005. Pod koniec września dwoje Słowaków odpoczywa na wierzchołku Świnicy. Nadchodzi młody mężczyzna. Rzuca ku nim: - Serwus. I skacze w przepaść. Wstrząśnięci tym Słowacy schodzą ze szczytu, idą na Kasprowy Wierch i telefonicznie zawiadamiają TOPR”.

W Tatrach szczególnie niechlubną sławą okryte są Świnica, Giewont i Nosal. Przyzywają urywające się, potężne przepaści. Samobójcy według opracowań psychologicznych być może wybierają je ze względu na mechanizm zaprzeczenia lęku przed tchórzostwem. Lęk przed uznaniem za osobę tchórzliwą jest większy niż lęk przed śmiercią. Inni z kolei wybierają górskie lasy i miejsca mało uczęszczane dokładnie z tego względu – żeby zniknąć, oddalić się od ludzi na zawsze. Jak podają statystyki, na szczęście wiele osób, które decydują się na desperacki krok, wcześniej powiadamia o tym najbliższe osoby. Czasem udaje się więc uratować niedoszłych samobójców.

Dlaczego? To jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Choć dotyczy kwestii wszystkich samobójców, dla każdego przypadku wymaga indywidualnej odpowiedzi, której nie sposób odnaleźć. W jej miejscu znajduje się cisza, upamiętniająca każdą z osób, które odebrały sobie życie. Góry to takie miejsce, gdzie idee, walka, upór, satysfakcja, te rzeczy powinny się rodzić. Nic nie powinno ginąć, tym bardziej – nikt. Jak Michał Jagiełło napisał w słynnym dziele „Wołanie w górach”: „większość z nas chce żyć - pomimo mniejszych czy większych przepaści otwierających się w naszych umysłach”.

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
4.50
24

1 komentarz

  • Mnemonic poniedziałek, 30 marzec 2015 20:57 napisane przez Mnemonic

    Dobrze napisany artykuł.

Zaloguj się, by skomentować