„To całkowita wolność!”

środa, 05 luty 2014 14:13

Ostatnio w schronisku w Dolinie Roztoki gościł Wojciech Szatkowski, pasjonat nart skiturowych, autor popularnych przewodników narciarskich po Tatrach. Prezentujemy obszerny wywiad na temat zalet przemierzania gór na dwóch deskach.

Jak daleko sięgają tradycje zimowej turystyki górskiej w Tatrach?

Wojciech Szatkowski: Te korzenie sięgają ostatnich lat XIX wieku. W 1894 r. do Czarnego Stawu Gąsienicowego dotarli na nartach Stanisław Barabasz i Jan Fischer. To była pierwsza, lub jedna z pierwszych wycieczek narciarskich w polskich Tatrach. Wiążą się z nimi różne opowieści i anegdoty. Obrosły już legendą. Te najstarsze, z pionierskich, odległych o ponad sto lat czasów. Pamiętające jeszcze czasy C.K monarchii Austro-Węgierskiej i kajzera Franciszka Józefa I. Czasy przełomu XIX i XX wieku. Mają swoją magię. Na szczęście przetrwały w tradycji ludzi gór, narciarzy, przewodników tatrzańskich i ratowników górskich. I w publikacjach z tamtego okresu. Opisują one szusy i zjazdy ze stromych i wyniosłych szczytów i przełęczy Tatr, Beskidów i Bieszczadów, na drewnianych nartach, pozbawionych krawędzi. Z wyniosłego Koziego Wierchu, takiego samego Kościelca, rozłożystego masywu Bystrej i wreszcie bliskiego sercu każdego Polaka Kasprowego Wierchu. Zawierają w sobie ładunek pozytywnej energii, ale i skrywają niejedną tajemnicę i anegdotę. Są barwne jak rajskie ptaki:) oto jedna z nich. Dotyczy upadania na nartach.

Jeździli i upadali na nartach i przewodnicy górale, wśród nich słynny przewodnik tatrzański, Józef Krzeptowski „Ujek”. Opowiada o tym Józef Pitoń, przewodnik tatrzański, znawca góralszczyzny i przyjaciel Krzeptowskiego: - Jednego razu narciarze zjeżdżali do Kuźnic z Hali Gąsienicowej. Ujek miał dyżur, jako ratownik. Było mało śniegu i nie wracali przez Karczmisko, tylko wyszli na Mechy, chcieli zjeżdżać przez Stare Kopalnie i Stare Szałasiska. Tam śniegu było dużo.  Jadą, kręcą i w końcu jedzie Ujek. Kręci, nagle wywrócił się na śnieg, i dalejże w dół. Wreszcie na dole stanął. Reszta narciarzy podjechała do niego. Patrzą. A on wstał, potem klęknął na śniegu i mówi: - W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Chwała Ci tez Panie Boze za to, co to śnieg, a nie błoto.

Czym współczesne techniki przemierzania zimą tatrzańskich grani różnią się od tych praktykowanych w epoce międzywojennej?

W.S. Dzisiaj sprzęt jest inny. Dużo lżejszy. Trwalszy i lepszy. Narty mają metalowe krawędzie. Lepsze i lżejsze są buty ski-turowe. Tak samo czekany i raki. Tym bardziej należy docenić pasję i odwagę pierwszych narciarzy turystów w Tatrach, który na drewnianych nartach, pozbawionych metalowych krawędzi, zjeżdżali z takich szczytów i stromych stoków i żlebów, jak: Kościelec – Mariusz Zaruski ze Stanisławem Zdybem w 1911 r., ten sam Zaruski z Duninem-Borkowskim w 1907 r., z Zawratu i Koziego Wierchu, czy Józef Oppenheim z Józefem Lesieckim z Młynarza w 1914 r. Te trasy i dzisiaj są trudne.W tamtym okresie modne stały się w Tatrach i Karpatach długie wyprawy na nartach po graniach i przełęczach, zwane „wyrypami”. Te trasy są modne i dzisiaj. Choć niektóre z nich są już niestety niedostępne, zamknięte przypisami parków narodowych, jak np. przejście przez Przełęcz Tomanową, czy przez Przełęcz Gładką. Zmienił się obecnie sprzęt, ale na szczęście – pasje górskie u wielu młodych ludzi i nieco starszych:) pozostały te same.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z turystyką zimową i co takiego znalazłeś w Tatrach zimą czego nie doświadczyłeś w nich latem (poza dużą ilością śniegu i lodu)?

W.S. Zacznę od moich narciarskich poszukiwań... sprzed 30 lat. Wówczas dużo jeździłem na nartach zjazdowych przy wyciągach, korzystając z kolejek i urządzeń narciarskich. Nagle taki sposób na narty i taki potencjał zaczął się w moim konkretnym przypadku wyczerpywać. To nie było po prostu „to”. Przygotowane trasy i nieraz tłum narciarzy. Nie pasowałem do tego. Szukałem czegoś innego i nowego. Ciekawszego. Nie miałem ski-turowych nart, bo sprzęt w dzisiejszym znaczeniu, gdy jest go pełno w sklepach, nie był wówczas dostępny na krajowym rynku. I wtedy, ok. 1982 r., zacząłem chodzić po Tatrach na śladówkach, pomarańczowych „Polsportach”, ale ten typ nart niestety nie nadawał się do wysokogórskich wycieczek. Chodziłem na nich po Dolinie Małej Łąki, Przysłopie Miętusim, dolinach Kościeliskiej i Chochołowskiej. Raz przeszliśmy z Witkiem Cikowskim na śladówkach przez Przełęcz pod Kopą na Słowacji, ze zjazdem do Jaworzyny Spiskiej. Potem zakładałem na plecak narty zjazdowe „Kästla”, a buty narciarskie pakowałem do plecaka i wchodziłem na różne szczyty i przełęcze. I zjeżdżałem z nich. Aż w roku 1989 r. kupiłem sobie w sklepie „Alpin Sport” u Sławka Riemena pierwszy sprzęt ski-turowy, pamiętam wiązania Silvretta 300, narty „Atomic” Tendance 192 cm zakupiłem w Krakowie:)) do tego foki „Kohla” (mam je do dziś) i zaczęło się na poważnie. I zaiskrzyło. Bo spodobało mi się to bardzo, i ten stan trwa do dzisiaj. Mimo, że były chwile trudne. Obtarcia nóg, odmrożenia, kontuzje, operacja kręgosłupa. Potem były powroty do tego sportu. Czy może stylu życia? Bo myślę, że trudno by mi było żyć bez wycieczek ski-turowych. Czasami sam się łapię na tym, że, ponieważ każda wycieczka jest inna, to jakby od nowa zaczyna się ta miłość do ski-turingu. Niejednokrotnie pamiętasz udany zjazd. Wysokie słońce i lazur nieba. Albo o zapamiętaniu wycieczki decyduje szybkie podejście i lekkość. Forma z reguły wiosną jest Ok. Wtedy biorę tydzień urlopu w pracy i gonię po Tatrach, gdzie się da. I gdzie oczy poniosą. Wcześniej planując takie, czy inne przejście. Innym razem udany jest aspekt towarzyski wycieczki:) też przecież bardzo ważny. Czasem samotność. Widoki. Czasami jakieś zdjęcie się uda:) Czasami idziesz lasem i zachwyci widok przez wykroty i wyłomy leśne. Spotkanie ze zwierzętami. Z fajnymi ludźmi na grani, lub nagle i niespodziewanie spotykasz przyjaciela, który tak jak i Ty wymyślił tego dnia tę samą, co Ty trasę:) I zimny, lodowaty wiatr przenikający przez kurtkę. I takie samo zimne, lodowate piwo z sokiem malinowym. Po długiej ski-turze zawsze smakuje wyśmienicie w gronie znajomych w schronisku. I letnie treningi biegowe z oczekiwaniem na zimę:) Wreszcie planowanie „wyryp narciarskich” wieczorem, przy lampce wina, z mapą. Myślę, że ten rodzaj narciarstwa nigdy mi się nie znudzi.

Czytając twój przewodnik skiturowy można odnieść wrażenie, że przemierzyłeś na nartach Tatry wszerz i wzdłuż. Co tak bardzo pociąga Ciebie w skiturach?

Myślę, że wiele osób powie podobnie. Narciarstwo ski-turowe to całkowita wolność. Idziesz, gdzie chcesz, a limitami są tylko własne umiejętności, kondycja, pogoda i zagrożenie lawinowe. Drugim elementem jest niesamowity kontakt z przyrodą. Bezwzględnie to dla mnie najważniejszy element foczenia. Pamiętam wiosenne spotkanie z niedźwiedziem brunatnym, o poranku w Dolinie Jaworzynki. Podziałało jak podwójne espresso:) bo był blisko, jakieś 10 m od nas. Przy szałasie pasł się na trawie. Jednak, jak nas zauważył, wycofał się na łąkę. To był elegancki niedźwiedź:) Innym razem spotkałem kierdel kozic na Kopie Kondrackiej. Kozice pasły się od strony Małej Łąki. Nie podchodziłem do nich, tylko obserwowałem z dość bliska, bo przecież zima to dla tych zwierząt najtrudniejszy czas w roku, trzeba je zostawić w spokoju. O to apeluję do turystów. Widziałem też orła przedniego. I kruki w Dolinie Tomanowej, lecące w eskadrze:) trzeba przyznać, że sztukę latania opanowały do perfekcji. I głuszca, który tokował na zachodnich stokach Grzesia. I inne zwierzęta. To bycie w świecie tatrzańskiej przyrody zimą to wspaniała rzecz. I przywilej, z którego my narciarze ski-turowi w pełni korzystamy. Liczy się w tym wszystkim to, by tę przyrodę uszanować i właściwie się zachowywać. Widziałem też ciekawe zjawiska atmosferyczne: słup światła, morze chmur, halo i widmo Brockenu. Bycie w górach uczy też pokory. Wobec potęgi gór. Widziałem setki drzew, wyłamane przez potężne lawiny. I wiatr, o sile tak ogromnej, że potrafił zrzucić człowieka z grani. Tę potęgę gór trzeba uszanować i nie robić nic na siłę. Bo wtedy góry zwracają się przeciwko nam. Trzeba patrzeć na góry – nazywam to „czuciem gór” -  i ciągle myśleć...

Ważne jest też to, że zimą Tatry są prawie puste. To bardzo istotny dla mnie element. I fakt, że będąc na nartach ski-turowych, nie zakłócam środowiska, w którym jestem. Nie jestem w nim ponad miarę. Na fokach jest inaczej. Bardziej intymnie. I ostatni element, ale jakże ważny. Wspaniałe zjazdy. Podczas wycieczek ski-turowych mamy możliwość dotarcia do miejsc, do których prowadzą wspaniałe podejścia i zjazdy naprawdę – nie boję się tego stwierdzenia – na miarę marzeń. Byłem kilka razy w Alpach, w Górach Kaukazu, ale i one nie wytrzymują konkurencji, np. ze zjazdem z Lodowej Przełęczy, Koziego Wierchu, Wrót Chałubińskiego, Świstowego Szczytu, czy z Zawratu lub Koziej Przełęczy. Te wyżej wymienione miejsca i wiele innych to jedne z najpiękniejszych miejsc, w jakich byłem w górach. I ja już w piękniejsze od Tatr góry nie uwierzę. Choć chętnie je zobaczę. Ale jak wracam, nie mogę się doczekać pierwszej wycieczki narciarskiej w Tatry. W swoje miejsca. Żeby sprawdzić, czy coś się w nich nie pozmieniało. Włodek Cywiński miał absolutną rację mówiąc „Tatry są najważniejsze”. Tego się trzymam.

Czy udając się na wycieczkę skiturową masz ze sobą w plecaku jakiś stały zestaw rzeczy, o których nie wolno nigdy zapomnieć nawet najbardziej doświadczonemu narciarzowi?

Każdy działa po swojemu, ale polecam pakowanie plecaka wieczorem przed wycieczką narciarską. Ja, ponieważ nigdy nie byłem tzw. rannym ptaszkiem i nie lubię wczesnego wstawania, pakuję się zawsze wieczorem „przed”. Robię tak pewnie dlatego, że rano jestem zbyt zaspany, bo czegoś nie zapomnieć:) Warto też wieczorem sprawdzić stan zagrożenia lawinowego np. na stronie www.topr.pl, stan pogody. To ważne elementy planowania ski-tury. Lista ekwipunku, który zabieram z sobą, jest bardzo długa. Dlatego wymieniam to, co najważniejsze: lawinowe ABC (detektor, sonda, łopata), na każdą dłuższą i trudniejszą wyprawę raki, drugą parę fok (niezbędne) plus kostka smaru (mała) lub smar do nart w płynie, dwie pary rękawiczek, w tym jedne bardzo ciepłe (jak ci wiatr zabierze jedną na grani, to co...), małą apteczkę, kilka chustek wielofunkcyjnych typu buff (bardzo praktyczne), dodatkową bluzkę lub bezrękawnik i ciepłą czapkę, okulary przeciwsłoneczne, gogle narciarskie, kompas (mam mały z termometrem, jest super), mapę, termos z herbatą, coś słodkiego, kanapkę, aparat fotograficzny, kamerkę i krem z filtrem lub krem na mróz w mroźne dni. Ważny jest też w pełni naładowany telefon komórkowy. To jest takie minimum. Wbrew pozorom potrafię to wszystko spakować do 20-litrowego plecaka, taki w zupełności wystarczy na jednodniową ski-turę. Przy ciężkich wyprawach warto wziąć czekan. No i ... dobry humor. Bez niego nie wychodzę w góry :) Ten ostatni element jest bardzo ważny i gwarantuje udaną wyprawę.

Osoby, które nigdy nie przebywały w Tatrach poza szlakiem, mogą odnieść wrażenie, że poruszanie się po górach na nartach to sport ekstremalny, a więc dedykowany tatrzańskim ekstremistom. Czy skitury to sport dla wyczynowców czy też może ich spróbować każdy miłośnik gór?

Foczenie to sport, czy rodzaj aktywności górskiej, absolutnie osiągalny dla większości narciarzy. Nie tylko dla ekstremalnych. Można go uprawiać w każdym niemal wieku. Od kilkunastu lat życia po starość. Zależy tylko, co chcemy osiągnąć i jaki poziom nas interesuje. Czy tylko łatwe zjazdy, czy jednak coś więcej. Myślę, że warto zaczynać przygodę ze ski-turingiem z kimś doświadczonym. Może to być kolega, ale też – to z pewnością jeszcze lepiej - może być przewodnik tatrzański lub przewodnik IVBV. To po pierwsze. Przed pierwszym wyruszeniem na trasę warto pomyśleć o szkoleniu lawinowym. Te szkolenia są organizowane przez TOPR i w schroniskach tatrzańskich  i stoją na wysokim poziomie merytorycznym i praktycznym. Pozwalają poznać temat lawin i – co najważniejsze – praktyczne posługiwanie się sprzętem lawinowym, detektorem itd. Żeby wyruszyć w teren trzeba dobrze jeździć na nartach i to nie tylko na przygotowanych trasach, ale i w terenie, w różnych rodzajach śniegu. Ważna też jest kondycja, ale o nią warto zadbać przez cały rok :) No i należy zakupić odpowiedni sprzęt. Taki sprzęt nie jest tani, ale odpowiednio użytkowany, starczy nam na lata. W doborze sprzętu pomoże nam sprzedawca. I potem wybieramy się w góry. Najpierw pokonujemy trasy łatwiejsze, potem przychodzi czas na trudniejsze i bardzo trudne. Jak kto lubi. Bo doświadczenie w zakresie ski-turingu przychodzi z wiekiem. I z czasem. Na niektóre zjazdy czekałem po kilka lat. Ale na prawdziwą górską przygodę warto poczekać:)

Czy stawiasz przed sobą jakieś nowe skiturowe cele w Tatrach w najbliższym czasie?

Ciągle, z mapą w ręku, poszukuję nowych miejsc w Tatrach, gdzie można wykonać ładne skręty. Gdzie może być ciekawie. Rokrocznie, od 30 lat, spędzam na fokach 30-40 dni w Tatrach. W 1991 r. było tych dni 102:) Sporo więc tego nie licząc krótkich wycieczek i treningów.  To był rekord, którego już nie będę pobijał. Chodziliśmy wtedy na nartach od października przez całą zimę i wiosnę, aż do sierpnia. 10 miesięcy na nartach. Zrobiliśmy z przyjaciółmi wiele wspaniałych wycieczek. Latem jeździliśmy na płatach starego śniegu w Dolince za Mnichem. To były szaleńcze, młodzieńcze lata. Cele są. Marzy mi się jeszcze kilka tras tatrzańskich, wśród nich na pewno: zjazd z Baraniej Przełęczy do Doliny Dzikiej. W wysokogórskiej scenerii, przepiękny, stromy, wymagający i długi. Byłem tam, ale chętnie powrócę. Potem długa, narciarska grań od Starorobociańskiego W., przez Jarząbczy na Wołowiec w rejonie Chochołowskiej, masyw Błyszcza i Bystrej z licznymi kuluarami i żlebami, Rohacz Płaczliwy i zjazd z tego szczytu do Doliny Żarskiej na południe, po firnie, cudny i długi. Wreszcie Salatyn i jego masyw, naprawdę bardzo ciekawy z narciarskiego punktu widzenia. Ciągnie mnie w rejon Doliny Furkotnej i rejon Krywania. Uwielbiam też Tatry po dużych opadach puchu i piętro reglowe. Tam naprawdę można wpaść w stan niekontrolowanej euforii po leśnych zjazdach w puchu po pas. Taka była ostatnia zima, kiedy bardzo dużo jeździliśmy z przyjaciółmi w reglu. Z reglowych tras mam kilka „leśnych” planów w zachodnich Tatrach Słowackich. Ale i w naszych też. Są też miejsca, do których kilka razy w roku bardzo lubię wracać. Takim miejscem jest na pewno rejon Doliny Tomanowej w Tatrach Zachodnich. Nazywam ją, z racji częstych wizyt – Tomanową Kochanecką:) Myślę, że już okres najtrudniejszych zjazdów mam raczej trochę za sobą:) Ale pasja pozostała. To najważniejsze.

Czy któraś z odbytych przez Ciebie wycieczek zapadła Ci w pamięć w sposób szczególny?

Każdy ma swoje miejsca i preferencje. To normalne i prawidłowe. Mam tak samo. Dla mnie najpiękniejsza ski-tura w całych Tatrach to wycieczka na Lodową Przełęcz (2376 m) w słowackich Tatrach Wysokich. Zrobiliśmy ją z przyjaciółmi kilkakrotnie, z reguły na wiosnę. Urzeka alpejską, wysokogórską panoramą, na miarę Alp. I wspaniałym zjazdem, o długości 14 km. Tam zarówno podejście, jak i zjazd, odbywają się w otoczeniu tatrzańskich olbrzymów, takich jak: Lodowy, Mały Lodowy, Pośrednia Grań, Łomnica, Baranie Rogi, Jaworowy i innych. Jest to wyjątkowo piękne przejście, z reguły dostępne dopiero w marcu-kwietniu, gdyż wiosną warunki są tam z reguły najlepsze. Zjazd jest piękny i urozmaicony. Najpierw prowadzi dość stromym żlebem, potem po wielkich polach śnieżnych i przez kolejne progi Doliny Jaworowej. I już w dolnej części czeka nas jazda lasem z widokami na otoczenie Doliny Jaworowej. To całodzienna wspaniała ski-tura. Pokonałem ją kiedyś w gronie przyjaciół, te przyjaźnie zostały, chociaż trochę porozjeżdżaliśmy się po świecie. U nas uważam za jedną z najpiękniejszych wycieczek ski-turowych grań Czerwonych Wierchów. To powietrzna wyprawa z podobnie pięknymi widokami. No to do zobaczenia w Tatrach na ski-turowym szlaku!

Wojtek Szatkowski, zakopiańczyk. Pracuje w Dziale Edukacji, Promocji i Kontaktów Międzynarodowych Muzeum Tatrzańskiego im. dr. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Poza publikacjami książkowymi dotyczącymi sportu pisuje również artykuły do „Tygodnika Podhalańskiego”, „Dziennika Polskiego”, „Sportowego Stylu” oraz na portalach internetowych dotyczących tematyki sportowej. Wraz z Maciejem Stasińskim prowadził audycję w Radiu Alex pod tytułem Wokół muzeum tatrzańskiego... i nart poświęconą polskim narciarzom-olimpijczykom. 

Przewodnik tatrzański 3 klasy, w Tatrach dokonał ok. 450 różnych zjazdów narciarskich (w skali trudności do 3+ w skali Życzkowskiego i Wali). Jako miłośnik skitouringu opublikował dwa bogato ilustrowane przewodniki: „Tatry - przewodnik skiturowy” oraz „Skitouring w Tatrach Polskich”.

 

W schronisku w Dolinie Roztoki rozmawiała Katarzyna Kossowska

Wywiad na stronie schroniska

Fot. Wojciech Szatkowski

Oceń ten artykuł
5.00
1
Zaloguj się, by skomentować