TPN broni fasiągów

wtorek, 13 sierpień 2013 11:12

Od dłuższego czasu trwa dyskusja na temat transportu konnego do Morskiego Oka. Wygoda leniwych turystów ponoć okupiona jest ogromnym cierpieniem zwierząt. Takiego zdania nie podziela jednak Tatrzański Park Narodowy.

W oświadczeniu wydanym przez władze parku czytamy, że doniesienia o rzekomych przypadkach padnięcia zwierząt na trasie są nieprawdziwe, podobnie jak informacje o częstej wymianie koni ze względu na ich szybką utratę sił wywołaną przeciążeniem.

TPN zaprzecza również jakoby fiakrzy oddawali swoje wyeksploatowane konie do rzeźni. Zwierzęta niezdolne do pracy są sprzedawane i tu kończy się monitoring tego, co się z nimi dzieje. Park zauważa jednak, że w naszym kraju 85% hodowli koni przeznaczonych jest na ubój, toteż paradoksalnie praca przy fasiągach jest dla zwierząt szansą na przeżycie.

Oczywiście niezależnie od stanowiska parku dyskusja jest i będzie żywa. Ekolodzy postulują likwidację transportu konnego na trasie Palenica Białczańska – Włosienica, sugerując zastąpienie koni, wykorzystywanymi np. w wielu polskich miastach, meleksami. Wtórować wydaje im się większość turystów wybierających się w wyższe partie gór, przy czym ci najchętniej opowiedzieliby się za zlikwidowaniem jakiegokolwiek transportu do Morskiego Oka, tak aby przerzedzić się mogły chociaż nieco potężne tłumy ciągnące do schroniska.

Z drugiej strony jednak turyści znad Morskiego Oka, także ci, których przyciągają fasiągi, są źródłem utrzymania parku, który z pieniędzy zostawionych przy kasach prowadzi działalność zmierzającą do ochrony przyrody i edukacji turystów.

Bardzo ciekawi nas Wasze zdanie. Zapraszamy do dyskusji. Pełną treść oświadczenia TPN znajdziecie pod tym linkiem.

 

Krzysztof Barcik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
0.00
0

8 komentarzy

  • Rafał piątek, 16 sierpień 2013 17:12 napisane przez Rafał

    Ludzie o co wam chodzi? Mi najbardziej na tej trasie to przeszkadza asfalt!!!
    To naprawdę tragedia jak po 3 dniach chodzenia po górach człowiek jest zmuszony przez godzinę iść po asfalcie. Konie nawet jak by piły wodę z MOKA to by mi nie przeszkadzały, owszem przeszkadzają mi grubasy na tyle tłuste że tylko piwa są w stanie się napić jadąc bryczką. Ale proszę was wyciag, meleks, czy autobus lub traktor sprawią że ten rejon tatr będzie martwy i nie będzie miał nic wspólnego z kulturą góralską... I jeszcze jedna prośba do tzw. Pseudoekologów.
    Zróbcie akcję rusz d.pe idź do Moka a nie akcję pod tytułem "konie do rzeźni"
    I tak już mało zwierząt jest w podhalańskich wsiach bo bardziej opłaca się doić turystów niż Owce.

  • Orso_24 środa, 14 sierpień 2013 13:07 napisane przez Orso_24

    Tak w ogóle to wszystko można by było załtwić w cywilizowany sposób. Niestety w tym kraju jak widać to nie możliwe. Chodzę po tatrach wysokich i wkurza mnie jak widzę tą "cepostrade II" i tłumy po pełzające lub wjeżdżające po asfalcie w region który powinien być dostępny dla tych, którzy choć troszkę się poświęcili. Czasu nie cofniemy asfalt wylany lata temu zostanie. Nikt go już nie zerwie. To o co możemy chociaż walczyć to te biedne konie. Nie rozumiem tłumaczenia że jest to dla nich lepsze niż rzeźnia. Jak nie będą potrzebne to ich wcale nie będzie. W Alpach są kolejki, u nas dalej konie. Nie wierze że w jakimkolwiek cywilizowanym kraju takie rzeczy miały racje bytu. Turystów już nie zatrzymamy. Możemy ich wsadzić np. do Meleksów. Łatwiej przyjemniej i w ogóle. I niech nie mi tu nie pi.... że park nie ma kasy, bo nie jestem w stanie sobie wyobrazić ile zarabiają na bramkach, sponsorach, fundacjach nie mówiąc już wsparciu Państwa. No ale górale są biedni, a Meleksy kosztują....

  • tompi wtorek, 13 sierpień 2013 23:14 napisane przez tompi

    Jak już pisałem na profilu o wyprowadzeniu koni spod Moka problemem jest również a może przede wszystkim bezpieczeństwo turystów pieszych, tych prawdziwych często zmęczonych, schodzących z trudnych szlaków. Wielokrotnie doświadczyłem tego, ze wozy te jadąc z góry nie zważają na nic, pędzą na złamanie karku a ci co idą uciekają w popłochu na boki. Nie wspomnę sytuacji kiedy mijają się takie zaprzęgi. Rozumiem argumenty Parku. Bez pieniędzy od tych pseudo turystów nie było by możliwe naprawianie i konserwacja szlaków wysokogórskich zwłaszcza sztucznych ułatwień ale sprawa transportu powinna być już dawno zostać ucywilizowana. Niech konie sobie jeżdżą choćby w Dolinie Kościeliskiej z małymi bryczkami i niech słono za nie płacą ci co nie chce im się chodzić pieszo ale regularna podstawowa komunikacja do Moka powinna być rozwiązana w inny sposób.

  • OMFG wtorek, 13 sierpień 2013 23:12 napisane przez OMFG

    Pseudoturysci do pseudogor !!! Jakby sie dalo to samochodami wszyscy podjezdzaliby pod samo schronisko !!! Po gorach sie chodzi, a nie z lenistwa do wozów wsiada. Nie chce się chodzic na nogach to po Krupówkach szorowac !!! Po cos chyba sie przyjezdza w te gory !!! Calymi dniami w domu siedzicie, w pracy i samochodach to chociaz 2 godziny ruchu !!! Na piechote na Morskie Oko a nie tyłki wozic !!!! Ja chodze po gorach juz 25 lat i ani razu nie korzystalam z zadnych udogodnien. Najwieksza frajda i satysfakcja to przejsc szlak o wlasnych siłach, a nie konie meczyc na prostej drodze asfaltowej !!!! Porażka ludzie z wami, macie k*rwa asfalt, prawie prosta droge to jeszcze za malo. To Morskie Oko to powinni wam zrobic zaraz za parkingiem tak z 50m zeby nie bylo za daleko bo sie jeszcze zmeczycie !!!

  • Fbb1 wtorek, 13 sierpień 2013 20:51 napisane przez Fbb1

    Proponuję pseudo-ekologom o zwrócenie uwagi na kury nioski pracujące na fermach, które w niezdrowy sposób są odżywiane, przez cały czas przyjmują nienaturalną pozycję co doprowadza do deformacji kończyn przednich dolnych. Niech ekolodzy zobaczą jak te biedne kurki próbują chodzić po okresie wyeksploatowania na farmach.
    A co do koni w zaprzęgach na trasie Palenica-Morskie Oko. Koń nie kosztuje grosze, więc co za tym idzie właściciele muszą bardzo dbać o zdrowie i kondycję tych zwierząt, które pomagają im zarabiać. Druga sprawa. Jeżeli TPN chce zarabiać musi udostępniać pewne miejsca jak największej ilości osób. Jednym z takich miejsc jest Morskie Oko, żeby tam dostać się z Palenicy Białczańskiej trzeba pokonać odcinek ok. dziesięciokilometrowy. Niektórzy turyści chcący dotrzeć do celu korzystają z w/w fasiągów.

  • Paweł wtorek, 13 sierpień 2013 18:59 napisane przez Paweł

    Najbardziej wkurzają mnie tzw. turyści którym nie chce się przespacerować 2 godzin pod Morskie Oko. Pełno grubasów spoconych samym siedzeniem jedzących chipsy. Jak im nie szkoda tych zwierzaków, za każdym razem jak ich mijam to marzę o tym żeby tego nie widzieć i jak najszybciej ich minąć i pójść bocznym szlakiem żeby nie patrzeć na cierpiące zwierzęta. Liczy się tylko kasa dla górali i parku. To chore.

  • Ela Malikowska wtorek, 13 sierpień 2013 17:18 napisane przez Ela Malikowska

    Witam! Możliwe że właściciele dbają o swoje konie i przynosi to jakieś zyski dla parku.Wielokrotnie mijałam takie zaprzęgi przeładowane leniwymi turystami,a konie były bardzo zgrzane i zmęczone.To nie jest prosta droga,więc wymaga od zwierząt dużo większego wysiłku.Uważam że jeżeli ktoś jedzie w góry to największą przyjemnością i satysfakcją jest piesza wędrówka.Myślę że miłośnicy gór tak to odczuwają.Nie korzystamy z zaprzęgów konnych.Jak ktoś jest leniwy to niech jedzie nad morze,albo jeździ na rowerze.

  • malibu1 wtorek, 13 sierpień 2013 16:05 napisane przez malibu1

    Widać dyrekcja TPN mówi jak im pasuje. Kolejką na Kasprowy wyjeżdża wg.nich turystów za dużo dlatego kolejki nie ładują do pełna. Do M.Oka jednak wpuszczają ile się pomieści albo jeszcze więcej. Prawdziwi turyści i tak chodzą pieszo.

Zaloguj się, by skomentować