Degradacja

wtorek, 08 wrzesień 2015 23:09

Wielu z nas marzą się góry dzikie, niekontrolowane, rządzące się własnymi prawami, bez widocznych śladów działalności człowieka. Taka „mała Norwegia”, w którą można wejść, przejść i wyjść, bez pozostawiania śladów.

Ruchy wielkich mas

Zaczyna się wrzesień. „Sezon” w Tatrach dobiega końca. Czas, w którym setki tysięcy, a nawet miliony turystów przedeptało szlaki przechodzi w okres coraz bardziej leniwego ruchu, aż w końcu, zimą, w górach zostaną tylko nieliczni fani sportów górskich. W Tatrzańskim Parku Narodowym trwają remonty szlaków. Takie czynności kojarzą się nam głównie z zabezpieczeniem widoczności oznakowania, usuwaniem szkód powstałych w sposób naturalny i spowodowanych przez wandali, nadsypywaniem uszkodzonych odcinków pieszych dróg, tymczasem… tymczasem w górach trwa między innymi próba walki z degradacją szlaków – poszerzeniem przez ruch turystyczny do ogromnych rozmiarów pierwotnie cienkich linii. Pracownicy TPN dysponują smutnym żartem, że niektóre szlaki w Tatrzańskim Parku Narodowym widać z kosmosu (…). Nasze dzikie góry naznaczone są siecią żył, które przez ilość osób zwiedzających przeistaczają się w grube aorty.

Ugłaskanie

Trudno się dziwić. Tatry to nie rozległe Alpy, a Polska to nie (przywołana już wcześniej) Norwegia, której 2/3 powierzchni w zasadzie pokrywają góry. Przełożenie natężenia ruchu turystycznego na tak niewielki skrawek ziemi, który zajmują Tatry, nie ma zmiłuj się – musi powodować zmiany w środowisku, które wymagają poważnych przedsięwzięć. Stopom tatrzańskich turystów najłatwiej „rozdeptać wszerz” nieregulowaną drogę. Wystarczy, że spadnie deszcz. Na takim szlaku robi się ślisko, więc w celu polepszenia warunków wędrówki piechur ze szlaku zejdzie, zdepta fragment trawy. Zejdzie i pierwszy, i drugi, i tysiąc pięćset dziewięćdziesiąty. Na taki stan tatrzańskich szlaków specjaliści służą radą. Dzięki staraniom pracowników TPN, można odbudować przydrożną florę, prowadząc masę czynności rekonstrukcyjnych. Oprócz reakcji na degradację, powszechnie, nie tylko w Tatrach, stosuje się też drugi sposób, tym razem mający nie naprawiać szkody, ale im zapobiegać: tzw. „ugłaskanie”. O co tu chodzi? O formowanie szlaków, budowanie „schodków”, ogradzanie, budowanie ułatwień, mostów, stawianie barierek, układanie kamieni. Tworzenie „ścieżek ludzkich”, które tak dobitnie wskazują pole poruszania się i są na tyle wygodne, że jeden z drugim Kowalskim będą się go trzymać. Czy to dobre rozwiązanie? Na pewno skuteczne. Tylko wtedy w górach robi być mniej górsko. Marzenia o dzikich przestrzeniach, naturze, pryskają jak bańska mydlana, pozostawiając wizję chodnika, takiego jak w mieście, tylko przeniesionego w góry. I tak źle, i tak niedobrze. Może warto pogodzić się z myślą, że niezależnie od chęci i odwiedzających, i „gospodarzy”, polskie góry powoli tracą swoją dzikość?

Małgorzata Tomik

Fot. Małgorzata Tomik

Oceń ten artykuł
1.30
3
Zaloguj się, by skomentować